Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 stycznia 2015

FOTOstyczeń

Ostatnim tematem styczniowego Projektu Różowej Klary jest fotopodsumowanie miesiąca. Zazwyczaj moje podsumowania mają inną formę ( wrześniowe, październikowe, listopadowe,grudniowe), ale tym razem można spróbować i foto.  Jeżeli jesteście ciekawi co działo się u mnie w ciągu ostatniego miesiąca, to zapraszam do czytania.




Rozwojowo

 Większości świata styczeń upłynął na nauce. I mnie to nie ominęło, przez co nie zrobiłam tylu rzeczy, ile bym chciała. Mimo wszystko było pracowicie. Zaliczyłam kolejny wyjazd z Projektu Korba, dzięki któremu poznałam podstawy planowania i zarządzania projektami. Wszystkie zadania związane z moim projektem zostały rozpisane i umieszczone na pięknym wykresie. Przy okazji zarządzanie dołączyło do mojej listy "Rzeczy, którymi chcę się zajmować w przyszłości". 
Poprowadziłam swoje pierwsze w życiu warsztaty coachingowe i nie zawiodłam się. Mam nadzieję, że uczestnicy warsztatów również. 
Opracowałam scenariusz filmu, którym podzielę się z Wami w odpowiednim czasie. Może opracowałam to za dużo powiedziane. Dzięki świetnej współpracy udało się przelać obrazy z mojej wyobraźni na papier. Mam nadzieję, że dalsza współpraca będzie równie owocna, a jej efekt przypadnie Wam do gustu.

1. Warsztaty coachingowe 2. Jeden z ulubionych cytatów.
3. Z moją korbową przyjaciółką, z którą już szykuję coś nowego.
 Tanecznie

Za swój taneczny sukces tego miesiąca uważam postęp w męskich krokach. Jak długo tańczę, tak zawsze miałam z nimi problem. Nawet naprawdę typowo męskie kroki jestem w stanie zatańczyć w bardzo kobiecy sposób. Cały czas z tym walczę i są efekty. 
Poza tym wzięłam udział w warsztatach z Lilą Limanówką. Jeśli ktoś z Was jest z Poznania i chciałby zacząć przygodę z dancehallem - polecam gorąco lekcje u Lili.
Próbuję też spełnić swoje marzenie o ułożeniu choreografii na duet damsko-męski. Na razie przekonałam się tylko o tym, że proste zadanie to to nie będzie.


1. Piękny obraz mojej przyjaciółki. 2. Warsztaty Lilą Limanówką wraz ze Swaggoutową ekipą.
3. Szkic scenariusza 4. Plany na ferie. 5. Nauka. 6. Moja Korbowa ekipa. Tak się bawią liderzy.

Blogowo
W styczniu na blogu królował rozwój osobisty i motywacja. Zapytałam Was na co czekacie, próbowałam przekonać, że możecie mieć tyle, na ile sobie pozwolicie oraz że powinniście (powinniśmy) przestać wymyślać sobie problemy. Pokazałam Wam proste ćwiczenie od którego można zacząć zmianę swojego życia. Zdradziłam klucz do sukcesu. Uświadomiłam Was, że nigdy nie będziecie wystarczająco dobrzy. Ale nie martwcie się, ja też nie.
Oprócz tego było trochę o planach, marzeniach i celach nowy rok. No i o tym, że nie tylko słowa są ważne.
Poza pisaniem, poznałam tożsamości kilku nowych czytelników. Z każdą nową osobą zarówno motywacja, jak i presja rośnie. Coraz częściej słyszę "napisz o tym na blogu!" i to od osób, po których bym się w życiu tego nie spodziewała. Bardzo mnie to cieszy i pamiętajcie, że jestem otwarta na wszelkie uwagi. Ale o tym jeszcze napiszę w najbliższym czasie.





1. Praca nad korbowym projektem. 2. Z wspaniałymi korbowymi chłopakami.
3. W Swaggoutowej koszuce.
Jak Wam minął styczeń? Jak realizacja planów i postanowień noworocznych?
I co powiecie na taką luźną i ekshibicjonistyczną formę podsumowań miesięcznych?

FOTOstyczeń

Ostatnim tematem styczniowego Projektu Różowej Klary jest fotopodsumowanie miesiąca. Zazwyczaj moje podsumowania mają inną formę ( wrześniowe, październikowe, listopadowe,grudniowe), ale tym razem można spróbować i foto.  Jeżeli jesteście ciekawi co działo się u mnie w ciągu ostatniego miesiąca, to zapraszam do czytania.




Rozwojowo

 Większości świata styczeń upłynął na nauce. I mnie to nie ominęło, przez co nie zrobiłam tylu rzeczy, ile bym chciała. Mimo wszystko było pracowicie. Zaliczyłam kolejny wyjazd z Projektu Korba, dzięki któremu poznałam podstawy planowania i zarządzania projektami. Wszystkie zadania związane z moim projektem zostały rozpisane i umieszczone na pięknym wykresie. Przy okazji zarządzanie dołączyło do mojej listy "Rzeczy, którymi chcę się zajmować w przyszłości". 
Poprowadziłam swoje pierwsze w życiu warsztaty coachingowe i nie zawiodłam się. Mam nadzieję, że uczestnicy warsztatów również. 
Opracowałam scenariusz filmu, którym podzielę się z Wami w odpowiednim czasie. Może opracowałam to za dużo powiedziane. Dzięki świetnej współpracy udało się przelać obrazy z mojej wyobraźni na papier. Mam nadzieję, że dalsza współpraca będzie równie owocna, a jej efekt przypadnie Wam do gustu.

1. Warsztaty coachingowe 2. Jeden z ulubionych cytatów.
3. Z moją korbową przyjaciółką, z którą już szykuję coś nowego.
 Tanecznie

Za swój taneczny sukces tego miesiąca uważam postęp w męskich krokach. Jak długo tańczę, tak zawsze miałam z nimi problem. Nawet naprawdę typowo męskie kroki jestem w stanie zatańczyć w bardzo kobiecy sposób. Cały czas z tym walczę i są efekty. 
Poza tym wzięłam udział w warsztatach z Lilą Limanówką. Jeśli ktoś z Was jest z Poznania i chciałby zacząć przygodę z dancehallem - polecam gorąco lekcje u Lili.
Próbuję też spełnić swoje marzenie o ułożeniu choreografii na duet damsko-męski. Na razie przekonałam się tylko o tym, że proste zadanie to to nie będzie.


1. Piękny obraz mojej przyjaciółki. 2. Warsztaty Lilą Limanówką wraz ze Swaggoutową ekipą.
3. Szkic scenariusza 4. Plany na ferie. 5. Nauka. 6. Moja Korbowa ekipa. Tak się bawią liderzy.

Blogowo
W styczniu na blogu królował rozwój osobisty i motywacja. Zapytałam Was na co czekacie, próbowałam przekonać, że możecie mieć tyle, na ile sobie pozwolicie oraz że powinniście (powinniśmy) przestać wymyślać sobie problemy. Pokazałam Wam proste ćwiczenie od którego można zacząć zmianę swojego życia. Zdradziłam klucz do sukcesu. Uświadomiłam Was, że nigdy nie będziecie wystarczająco dobrzy. Ale nie martwcie się, ja też nie.
Oprócz tego było trochę o planach, marzeniach i celach nowy rok. No i o tym, że nie tylko słowa są ważne.
Poza pisaniem, poznałam tożsamości kilku nowych czytelników. Z każdą nową osobą zarówno motywacja, jak i presja rośnie. Coraz częściej słyszę "napisz o tym na blogu!" i to od osób, po których bym się w życiu tego nie spodziewała. Bardzo mnie to cieszy i pamiętajcie, że jestem otwarta na wszelkie uwagi. Ale o tym jeszcze napiszę w najbliższym czasie.





1. Praca nad korbowym projektem. 2. Z wspaniałymi korbowymi chłopakami.
3. W Swaggoutowej koszuce.
Jak Wam minął styczeń? Jak realizacja planów i postanowień noworocznych?
I co powiecie na taką luźną i ekshibicjonistyczną formę podsumowań miesięcznych?

sobota, 13 grudnia 2014

#1 Czym dla mnie jest: szczęście?

Szczęście to pojedyncze chwile, które układają się w całość. To ulotne momenty, cenniejsze niż iphone 6 i torebka michaela korsa.

Szczęście to oglądać pierwszego grudnia o pierwszej w nocy gwieździste niebo przed domkiem letniskowym. To położyć się w ciepłej pościeli po długim, męczącym dniu. Napić się kawy, która pomoże rozjaśnić umysł i uśmierzy ból głowy. Szczęście to zasiąść na miękkiej kanapie po ciężkim treningu i nie móc złapać oddechu. To lekkie zawroty głowy po intensywnym wysiłku fizycznym.

Szczęście to soczyste owoce zjedzone na plaży przy zachodzącym słońcu. To ciepły wieczór spędzony na balkonie w towarzystwie bratniej duszy przy zapalonych świecach. To długie rozmowy do późna w nocy mimo pochłaniającej senności. To zwierzenia w gronie prawdziwych przyjaciół. To podrywanie się na imprezie na dźwięk pierwszych taktów ulubionej piosenki.

Szczęście to wspólne fałszowanie starych piosenek w czasie jazdy samochodem. To bieg przez opustoszałe ulice. To uśmiechy dzieci, które podrygują zupełnie nie do muzyki. To karteczka mówiąca o tym, żeby uśmiechać się jak najczęściej, bo ma się piękny uśmiech. To przeleżenie godziny na materacu z ludźmi, których prawie się nie zna, a jednak cały czas się razem śmieje. To umiejętność lepszego bawienia się bez alkoholu niż z nim. To taniec na szczycie wieży. To ciepła herbata, wypita pod kocem.

Szczęście to radość płynąca z tańca znajomego układu. To spoglądanie sobie w oczy i przekazywanie energii mową ciała. To szturchanie kogoś hamakiem o kolano. To usłyszeć od znajomego, że dowiedział się o blogu od całkiem obcej osoby. To dowiedzieć się, że przekazuje się ludziom dokładnie to, co chce się przekazać. To wiedzieć, że ktoś na te słowa czeka i że one nie lecą w przestrzeń. To siedzieć letnią nocą przy otwartym oknie i pisać list, który nigdy nie zostanie wysłany. To wybaczać i zapominać o wyrządzonych krzywdach osobie, którą się kochało. To wierzyć w spełnianie marzeń.

Szczęście to zarwać noc na rozmowy, by nie tracić ani chwili z czasu spędzanego razem. To trafić na wyjeździe od razu na osoby, które są bratnimi duszami. To zgubić się w obcym mieście, by potem niespodziewanie odnaleźć właściwą drogę. To ogrzewać sobie wzajemnie dłonie. To niewinne eskimoskie pocałunki. To otarcie przez kogoś łez. Przytulenie kogoś i zapewnienie o tym, że będzie dobrze. To usłyszeć że jest się wyjątkowym. To powiedzieć komuś, że jest wyjątkowy. To pocałunek w czoło i w czubek nosa. To odgarnięcie grzywki z oczu i spojrzenie prosto w oczy. To nieśmiały uśmiech z drugiego końca stołu. To zmiana lokalu w środku nocy i spacer w deszczu przez pół miasta. To przesiąknąć męskim zapachem na cały dzień.

Szczęście to pojedyncze momenty, które układają się w całość.


Wpis inspirowany Lekcją 15 z książki Reginy Brett „Jesteś cudem” Zapoczątkowuje serię postów „Czym dla mnie jest...”

Zachęcam Was do opisania tego czym dla Was jest szczęście :)

#1 Czym dla mnie jest: szczęście?

Szczęście to pojedyncze chwile, które układają się w całość. To ulotne momenty, cenniejsze niż iphone 6 i torebka michaela korsa.

Szczęście to oglądać pierwszego grudnia o pierwszej w nocy gwieździste niebo przed domkiem letniskowym. To położyć się w ciepłej pościeli po długim, męczącym dniu. Napić się kawy, która pomoże rozjaśnić umysł i uśmierzy ból głowy. Szczęście to zasiąść na miękkiej kanapie po ciężkim treningu i nie móc złapać oddechu. To lekkie zawroty głowy po intensywnym wysiłku fizycznym.

Szczęście to soczyste owoce zjedzone na plaży przy zachodzącym słońcu. To ciepły wieczór spędzony na balkonie w towarzystwie bratniej duszy przy zapalonych świecach. To długie rozmowy do późna w nocy mimo pochłaniającej senności. To zwierzenia w gronie prawdziwych przyjaciół. To podrywanie się na imprezie na dźwięk pierwszych taktów ulubionej piosenki.

Szczęście to wspólne fałszowanie starych piosenek w czasie jazdy samochodem. To bieg przez opustoszałe ulice. To uśmiechy dzieci, które podrygują zupełnie nie do muzyki. To karteczka mówiąca o tym, żeby uśmiechać się jak najczęściej, bo ma się piękny uśmiech. To przeleżenie godziny na materacu z ludźmi, których prawie się nie zna, a jednak cały czas się razem śmieje. To umiejętność lepszego bawienia się bez alkoholu niż z nim. To taniec na szczycie wieży. To ciepła herbata, wypita pod kocem.

Szczęście to radość płynąca z tańca znajomego układu. To spoglądanie sobie w oczy i przekazywanie energii mową ciała. To szturchanie kogoś hamakiem o kolano. To usłyszeć od znajomego, że dowiedział się o blogu od całkiem obcej osoby. To dowiedzieć się, że przekazuje się ludziom dokładnie to, co chce się przekazać. To wiedzieć, że ktoś na te słowa czeka i że one nie lecą w przestrzeń. To siedzieć letnią nocą przy otwartym oknie i pisać list, który nigdy nie zostanie wysłany. To wybaczać i zapominać o wyrządzonych krzywdach osobie, którą się kochało. To wierzyć w spełnianie marzeń.

Szczęście to zarwać noc na rozmowy, by nie tracić ani chwili z czasu spędzanego razem. To trafić na wyjeździe od razu na osoby, które są bratnimi duszami. To zgubić się w obcym mieście, by potem niespodziewanie odnaleźć właściwą drogę. To ogrzewać sobie wzajemnie dłonie. To niewinne eskimoskie pocałunki. To otarcie przez kogoś łez. Przytulenie kogoś i zapewnienie o tym, że będzie dobrze. To usłyszeć że jest się wyjątkowym. To powiedzieć komuś, że jest wyjątkowy. To pocałunek w czoło i w czubek nosa. To odgarnięcie grzywki z oczu i spojrzenie prosto w oczy. To nieśmiały uśmiech z drugiego końca stołu. To zmiana lokalu w środku nocy i spacer w deszczu przez pół miasta. To przesiąknąć męskim zapachem na cały dzień.

Szczęście to pojedyncze momenty, które układają się w całość.


Wpis inspirowany Lekcją 15 z książki Reginy Brett „Jesteś cudem” Zapoczątkowuje serię postów „Czym dla mnie jest...”

Zachęcam Was do opisania tego czym dla Was jest szczęście :)

niedziela, 7 grudnia 2014

Podsumowanie listopada

Listopad minął w błyskawicznym tempie i był zdecydowanie najbardziej intensywnym miesiącem tego roku. Dopiero co zapalaliśmy znicze na grobach, a tu już po Mikołajkach. Czas na krótkie podsumowanie.

Co u mnie?



Było pracowicie i wyjątkowo. Razem ze Swaggoutem przygotowaliśmy dwa projekty : film promujący nowy krok Pat it up autorstwa naszej trenerki Agnieszki Boty oraz pokaz w stylu gothic, z którym wystąpiliśmy w klubie LIFE. Razem z dziewczynami wzięłam też udział w nagraniu do teledysku. Na oba nagrania trzeba jeszcze chwilę poczekać, a tymczasem zapraszam na film z pokazu:


Poza tańcem wzięłam udział w 5. edycji Blosilesii. Móc zobaczyć na żywo ulubionych blogerów w tym moje dwa ogromne autorytety ( Andrzeja Tucholskiego i Aurorę ) i wysłuchać ich opinii na temat kapitału blogera to świetne doświadczenie.


No i oczywiście Projekt Korba, którym wspomniałam już co nieco tu. Mnóstwo nowych znajomych, doświadczeń i przemyśleń. Ale to jest materiał na co najmniej 10 tekstów.



Film:
About Time
Film, który absolutnie skrada serce. Nieprzesłodzona opowieść o miłości. Historia o tym, że warto doceniać czas, który nam dano i o tym, że niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie zmienić i to z korzyścią dla nas.
źródło



Miejsce:
Strefa Centralna –jedno z moich ulubionych miejsc w Katowicach. Ma swój niepowtarzalny klimat i atmosferę. Kto był, pewnie wie o czym mówię, a kto nie był, niech szybko nadrobi. Ciekawy wystrój, duży wybór napojów (tych +18 i nie tylko) oraz jedzenie, które możecie sami wycenić.

Schronisko Koss w Górkach Wielkich
http://www.kossakschronisko.pl/
Miła, ciepła i gościnna atmosfera. Piękna okolica. Czego chcieć więcej?


Osoby, które mnie zainspirowały:
Freelancerka –obecnie jeden z moich ulubionych blogów. Ciekawe, inspirujące i profesjonalne treści. Piękne grafiki, których mocno Gosi zazdroszczę.

Olly– o Olly wspominałam Wam już nie raz. Zapraszam Was na jej bloga i szczególnie polecam serię postów urodzinowych. A samej autorce dziękuję za mnóstwo wsparcia.

Blue Kangoroo– pozytywny blog przepięknej Ani

Nudziaszjakichmałoi jego blog mamswojezdanie. Chłopak, którego miałam okazję poznać osobiście. Gdyby mi nie powiedział ile ma lat, to bym w życiu nie pomyślała, bo nie raz pokazał, że jest bardziej ogarnięty niż większość moich rówieśników.


Czyli moja trenerka i absolutna taneczna inspiracja. Chciałabym mieć w sobie tyle pozytywnej energii, profesjonalizmu, a przy okazji ruszać się chociaż w 1/4 tak dobrze!



A co Was zainspirowało w listopadzie? Polecicie jakieś książki, filmy albo seriale?




Podsumowanie listopada

Listopad minął w błyskawicznym tempie i był zdecydowanie najbardziej intensywnym miesiącem tego roku. Dopiero co zapalaliśmy znicze na grobach, a tu już po Mikołajkach. Czas na krótkie podsumowanie.

Co u mnie?



Było pracowicie i wyjątkowo. Razem ze Swaggoutem przygotowaliśmy dwa projekty : film promujący nowy krok Pat it up autorstwa naszej trenerki Agnieszki Boty oraz pokaz w stylu gothic, z którym wystąpiliśmy w klubie LIFE. Razem z dziewczynami wzięłam też udział w nagraniu do teledysku. Na oba nagrania trzeba jeszcze chwilę poczekać, a tymczasem zapraszam na film z pokazu:


Poza tańcem wzięłam udział w 5. edycji Blosilesii. Móc zobaczyć na żywo ulubionych blogerów w tym moje dwa ogromne autorytety ( Andrzeja Tucholskiego i Aurorę ) i wysłuchać ich opinii na temat kapitału blogera to świetne doświadczenie.


No i oczywiście Projekt Korba, którym wspomniałam już co nieco tu. Mnóstwo nowych znajomych, doświadczeń i przemyśleń. Ale to jest materiał na co najmniej 10 tekstów.



Film:
About Time
Film, który absolutnie skrada serce. Nieprzesłodzona opowieść o miłości. Historia o tym, że warto doceniać czas, który nam dano i o tym, że niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie zmienić i to z korzyścią dla nas.
źródło



Miejsce:
Strefa Centralna – jedno z moich ulubionych miejsc w Katowicach. Ma swój niepowtarzalny klimat i atmosferę. Kto był, pewnie wie o czym mówię, a kto nie był, niech szybko nadrobi. Ciekawy wystrój, duży wybór napojów (tych +18 i nie tylko) oraz jedzenie, które możecie sami wycenić.

Schronisko Koss w Górkach Wielkich
http://www.kossakschronisko.pl/
Miła, ciepła i gościnna atmosfera. Piękna okolica. Czego chcieć więcej?


Osoby, które mnie zainspirowały:
Freelancerka – obecnie jeden z moich ulubionych blogów. Ciekawe, inspirujące i profesjonalne treści. Piękne grafiki, których mocno Gosi zazdroszczę.

Olly – o Olly wspominałam Wam już nie raz. Zapraszam Was na jej bloga i szczególnie polecam serię postów urodzinowych. A samej autorce dziękuję za mnóstwo wsparcia.

Blue Kangoroo – pozytywny blog przepięknej Ani

Nudziaszjakichmało i jego blog mamswojezdanie. Chłopak, którego miałam okazję poznać osobiście. Gdyby mi nie powiedział ile ma lat, to bym w życiu nie pomyślała, bo nie raz pokazał, że jest bardziej ogarnięty niż większość moich rówieśników.


Czyli moja trenerka i absolutna taneczna inspiracja. Chciałabym mieć w sobie tyle pozytywnej energii, profesjonalizmu, a przy okazji ruszać się chociaż w 1/4 tak dobrze!



A co Was zainspirowało w listopadzie? Polecicie jakieś książki, filmy albo seriale?




wtorek, 2 grudnia 2014

Zakręć rzeczywistością


Niby każdy jest na swój sposób inny, a jednak tyle jednostek odstaje od reszty.
Wystarczy, że patrzysz na świat w trochę inny sposób. Inaczej czujesz, inaczej marzysz. Masz swoją ścieżkę, którą dążysz do czegoś, co czeka na końcu. Często cała ta inność potrafi Cię przytłoczyć. Kiedy ludzie dookoła Ciebie nie rozumieją,, o co Tobie właściwie chodzi. Oni często nawet nie słuchają, żeby choć spróbować zrozumieć. Skoro Ty jesteś inny, to znaczy że z Tobą jest pewnie coś nie tak i powinieneś albo się schować, albo dostosować do reszty.

A potem nagle trafiasz do właściwego azylu. Miejsca gdzie ludzie nadają na tych samych falach i są tak samo „stuknięci” jak Ty. I chociaż nadal każdy jest inny, to wpasowujecie się w siebie jak puzzle jednej układanki. Wymieniacie się energią, motywacją, inspiracją. Dzielicie pomysłami i doświadczeniami. W tym azylu nie musisz wiele mówić, jeśli nie chcesz. Nawet stanie z boku i przyglądanie się pozostałym ludziom, sprawia, że czujesz się po prostu lepiej. Bo widzisz, że wcale nie jesteś sam. Bo jest ktoś, kto Cię słucha i nie ocenia. Kto mówi tak, że możesz słuchać godzinami. Przed kim mimo krótkiego czasu znajomości, możesz otworzyć serce. Ktoś kto pocieszy, poradzi. Pośle życzliwy uśmiech o każdej porze dnia i nocy. Dzieli z Tobą uśmiech, otrze łzy. Ktoś do kogo możesz się po prostu przytulić albo ścisnąć dłoń. I jużjest lepiej.

Każdy jest dziwny na swój sposób. I każdy może znaleźć taką drugą dziwną, bratnią duszę. Albo sześć takich duszy. Czasem nawet sześćdziesiąt.
Takie starcie nie jest łatwe. Można doznać mocnego szoku z którego dojście do siebie zajmie pewnie nie jeden dzień. Będzie dużo śmiechu, aż do bólu brzucha i mięśni twarzy.
Może być wiele łez, których sam byś się po sobie nie spodziewał. Tyle, że aż musisz obiecać, że już więcej nie będziesz. A to trudna do spełnienia obietnica, która stanie się mottem podnoszącym z upadku.

I wtedy będziesz wiedzieć, że jesteś we właściwym miejscu. A w razie wątpliwości masz do kogo się zwrócić.




Tekst mocno ekshibicjonistyczny, ale  wszystkim sześćdziesięciu duszom należą się podziękowania. 
A tym którzy czują się na co dzień  dziwni i inni : nie dajcie się. W końcu znajdziecie swoich ludzi. Nikt nie jest w swoim szaleństwie samotny



Żeby nie było, że tylko płaczę.

Zakręć rzeczywistością


Niby każdy jest na swój sposób inny, a jednak tyle jednostek odstaje od reszty.
Wystarczy, że patrzysz na świat w trochę inny sposób. Inaczej czujesz, inaczej marzysz. Masz swoją ścieżkę, którą dążysz do czegoś, co czeka na końcu. Często cała ta inność potrafi Cię przytłoczyć. Kiedy ludzie dookoła Ciebie nie rozumieją,, o co Tobie właściwie chodzi. Oni często nawet nie słuchają, żeby choć spróbować zrozumieć. Skoro Ty jesteś inny, to znaczy że z Tobą jest pewnie coś nie tak i powinieneś albo się schować, albo dostosować do reszty.

A potem nagle trafiasz do właściwego azylu. Miejsca gdzie ludzie nadają na tych samych falach i są tak samo „stuknięci” jak Ty. I chociaż nadal każdy jest inny, to wpasowujecie się w siebie jak puzzle jednej układanki. Wymieniacie się energią, motywacją, inspiracją. Dzielicie pomysłami i doświadczeniami. W tym azylu nie musisz wiele mówić, jeśli nie chcesz. Nawet stanie z boku i przyglądanie się pozostałym ludziom, sprawia, że czujesz się po prostu lepiej. Bo widzisz, że wcale nie jesteś sam. Bo jest ktoś, kto Cię słucha i nie ocenia. Kto mówi tak, że możesz słuchać godzinami. Przed kim mimo krótkiego czasu znajomości, możesz otworzyć serce. Ktoś kto pocieszy, poradzi. Pośle życzliwy uśmiech o każdej porze dnia i nocy. Dzieli z Tobą uśmiech, otrze łzy. Ktoś do kogo możesz się po prostu przytulić albo ścisnąć dłoń. I jużjest lepiej.

Każdy jest dziwny na swój sposób. I każdy może znaleźć taką drugą dziwną, bratnią duszę. Albo sześć takich duszy. Czasem nawet sześćdziesiąt.
Takie starcie nie jest łatwe. Można doznać mocnego szoku z którego dojście do siebie zajmie pewnie nie jeden dzień. Będzie dużo śmiechu, aż do bólu brzucha i mięśni twarzy.
Może być wiele łez, których sam byś się po sobie nie spodziewał. Tyle, że aż musisz obiecać, że już więcej nie będziesz. A to trudna do spełnienia obietnica, która stanie się mottem podnoszącym z upadku.

I wtedy będziesz wiedzieć, że jesteś we właściwym miejscu. A w razie wątpliwości masz do kogo się zwrócić.




Tekst mocno ekshibicjonistyczny, ale  wszystkim sześćdziesięciu duszom należą się podziękowania. 
A tym którzy czują się na co dzień  dziwni i inni : nie dajcie się. W końcu znajdziecie swoich ludzi. Nikt nie jest w swoim szaleństwie samotny



Żeby nie było, że tylko płaczę.

sobota, 1 listopada 2014

Ulubieńcy października


Nie mam pojęcia, kiedy ten miesiąc minął. Dopiero leżałam w łóżku z zapaleniem oskrzeli na przełomie września i października, a tu już 1.11. To oznacza, że przyszedł czas na podsumowanie miesiąca i ulubieńców.


Październik minął błyskawicznie. Wzięłam udział w projekcie Październik w słowach. Odwiedziłam Hiszpanię i spędziłam jeden dzień w Paryżu. Co nieco na ten temat znajdziecie tu, ale niedługo pojawi się też trochę dłuższa relacja. Dostałam się na Warsztaty edukacyjne i do Kafeterii, dzięki czemu mogę poszerzać swoją wiedzę w zakresie ekonomii i mediów. A przy okazji poznaję wspaniałych i inspirujących ludzi.
Na blogu było trochę o tańcu i o marzeniach. W tańcu działo się równie wiele, ale efekty tej pracy będziecie mogli zobaczyć prawdopodobnie pod koniec listopada.
Jedno jest pewne – ten miesiąc zapowiada się jeszcze bardziej pracowicie.

źródło zdjęcia


Książki:
Na jesienne wieczory mogę Wam polecić „Niezbędnik obserwatorów gwiazd” oraz „Charlie”. Obie czyta się łatwo, lekko i przyjemnie, chociaż poruszają dosyć trudne tematy. Do Charlie'go na początku nie byłam zbytnio przekonana, ponieważ język wydawał mi się bardzo infantylny. Jak na 15-letniego chłopca wie jakoś mało o niektórych rzeczach. Z czasem jednak przekonałam się do tej książki, a końcówka dała do myślenia.

Poza tym polecam Wam „Podręcznik spełniania marzeń”, który ostatnio namiętnie rozsyłam znajomym. Kto zna Sekret, koniecznie powinien zajrzeć. Kto nie zna – tym bardziej powinien. Sens jest dosyć podobny, ale forma prostsza i bardziej przystępna. Brzmi mniej sekciarsko. I działa. Sprawdziłam. Więcej na ten temat niedługo.

Filmy
Nie wiem jak to się stało, ale same romansidła. To chyba oznacza, że już w pełni wyzdrowiałam, skoro znowu toleruję tego typu filmy.
„Kiedy Harry poznał Sally” film polecony mi przez znajomego ze względu na temat przyjaźni damsko-męskiej. Przyjemny, uroczy, nieprzesłodzony film. Warto obejrzeć dla samej sceny w której Meg Ryan udaje orgazm w restauracji. Mistrzostwo.
źródło zdjęcia

„Inna kobieta” z piękną Cameron Diaz. „Typowa Ty” powiedziała mi Ela, kiedy po ekranie śmigała pewna siebie kobieta biznesu. Kto wie, może kiedyś. Film to całkiem fajna komedia. Jeśli macie ochotę na coś lekkiego to polecam.
Oprócz tego nadrobiłam „Dziennik Bridget Jones” I i II. Tego chyba nie trzeba polecać, bo wszyscy to znają. A kto nie zna, niech się lepiej nie przyznaje.

Seriale:

W październiku powróciło kilka seriali, które oglądam, ale nie miałam jeszcze czasu zapoznać się z nowymi odcinkami.
Chciałabym za to polecić Wam dwa seriale, które zaczęłam na początku miesiąca w czasie choroby.
„Bez tajemnic” i „Orphan black” to produkcje, które nie każdemu przypadną do gustu.
Pierwszy to serial psychologiczny, bardzo statyczny. Mnie wciągnął ze względu na historie i samą psychologię.
Drugi – mroczny, tajemniczy. Trochę kryminał, trochę thirller. Warto zobaczyć przynajmniej jeden odcinek i sprawdzić, czy historia Was wciągnie.
źródło zdjęcia


Muzyka:
Playlistę październikową znajdziecie tutaj.

Wydarzenia i miejsca:

W tym miesiącu moje serce skradł Paryż. Na Amen. A że w październiku udało mi się również odwiedzić ukochany Kraków o czym mogliście przeczytać tutaj, to ten miesiąc mogę uznać za kwintesencję miejscowego szczęścia.

Oprócz tego chciałabym polecić Wam Muzeum Salvadora Dali w Figueres. Jeśli będziecie kiedyś w Hiszpanii w okolicach Barcelony, to koniecznie tam zajrzyjcie. Nawet ludzie, którzy na co dzień niewiele mają wspólnego ze sztuką (jak ja) z pewnością znajdą tam coś, co ich zainteresuje.

Trochę linków:
 – Ania pokazuje jak czytać i notować, by zwiększyć efektywność nauki

- świetny wywiad Andrzeja Tucholskiego z Piotrem Voelkelem. Masa inspiracji i motywacji.

- Gosia o tym jak pomóc własnemu szczęściu

- uwielbiana przeze mnie Aurora o stosunku przerywanym. I niech tytuł Was nie zwiedzie.

- Agnieszka o tym, że żeby spełniać wielkie marzenia trzeba być wielkim.

- a druga Agnieszka opowiada o swoim marzeniu – dziennikarstwie.

- Ula o tym co zrobić, żeby realizować swoje marzenia i cele, nie porzucając ich.

I na koniec bardzo inspirujący filmik.

Ulubieńcy października


Nie mam pojęcia, kiedy ten miesiąc minął. Dopiero leżałam w łóżku z zapaleniem oskrzeli na przełomie września i października, a tu już 1.11. To oznacza, że przyszedł czas na podsumowanie miesiąca i ulubieńców.


Październik minął błyskawicznie. Wzięłam udział w projekcie Październik w słowach. Odwiedziłam Hiszpanię i spędziłam jeden dzień w Paryżu. Co nieco na ten temat znajdziecie tu, ale niedługo pojawi się też trochę dłuższa relacja. Dostałam się na Warsztaty edukacyjne i do Kafeterii, dzięki czemu mogę poszerzać swoją wiedzę w zakresie ekonomii i mediów. A przy okazji poznaję wspaniałych i inspirujących ludzi.
Na blogu było trochę o tańcu i o marzeniach. W tańcu działo się równie wiele, ale efekty tej pracy będziecie mogli zobaczyć prawdopodobnie pod koniec listopada.
Jedno jest pewne – ten miesiąc zapowiada się jeszcze bardziej pracowicie.

źródło zdjęcia


Książki:
Na jesienne wieczory mogę Wam polecić „Niezbędnik obserwatorów gwiazd” oraz „Charlie”. Obie czyta się łatwo, lekko i przyjemnie, chociaż poruszają dosyć trudne tematy. Do Charlie'go na początku nie byłam zbytnio przekonana, ponieważ język wydawał mi się bardzo infantylny. Jak na 15-letniego chłopca wie jakoś mało o niektórych rzeczach. Z czasem jednak przekonałam się do tej książki, a końcówka dała do myślenia.

Poza tym polecam Wam „Podręcznik spełniania marzeń”, który ostatnio namiętnie rozsyłam znajomym. Kto zna Sekret, koniecznie powinien zajrzeć. Kto nie zna – tym bardziej powinien. Sens jest dosyć podobny, ale forma prostsza i bardziej przystępna. Brzmi mniej sekciarsko. I działa. Sprawdziłam. Więcej na ten temat niedługo.

Filmy
Nie wiem jak to się stało, ale same romansidła. To chyba oznacza, że już w pełni wyzdrowiałam, skoro znowu toleruję tego typu filmy.
„Kiedy Harry poznał Sally” film polecony mi przez znajomego ze względu na temat przyjaźni damsko-męskiej. Przyjemny, uroczy, nieprzesłodzony film. Warto obejrzeć dla samej sceny w której Meg Ryan udaje orgazm w restauracji. Mistrzostwo.
źródło zdjęcia

„Inna kobieta” z piękną Cameron Diaz. „Typowa Ty” powiedziała mi Ela, kiedy po ekranie śmigała pewna siebie kobieta biznesu. Kto wie, może kiedyś. Film to całkiem fajna komedia. Jeśli macie ochotę na coś lekkiego to polecam.
Oprócz tego nadrobiłam „Dziennik Bridget Jones” I i II. Tego chyba nie trzeba polecać, bo wszyscy to znają. A kto nie zna, niech się lepiej nie przyznaje.

Seriale:

W październiku powróciło kilka seriali, które oglądam, ale nie miałam jeszcze czasu zapoznać się z nowymi odcinkami.
Chciałabym za to polecić Wam dwa seriale, które zaczęłam na początku miesiąca w czasie choroby.
„Bez tajemnic” i „Orphan black” to produkcje, które nie każdemu przypadną do gustu.
Pierwszy to serial psychologiczny, bardzo statyczny. Mnie wciągnął ze względu na historie i samą psychologię.
Drugi – mroczny, tajemniczy. Trochę kryminał, trochę thirller. Warto zobaczyć przynajmniej jeden odcinek i sprawdzić, czy historia Was wciągnie.
źródło zdjęcia


Muzyka:
Playlistę październikową znajdziecie tutaj.

Wydarzenia i miejsca:

W tym miesiącu moje serce skradł Paryż. Na Amen. A że w październiku udało mi się również odwiedzić ukochany Kraków o czym mogliście przeczytać tutaj, to ten miesiąc mogę uznać za kwintesencję miejscowego szczęścia.

Oprócz tego chciałabym polecić Wam Muzeum Salvadora Dali w Figueres. Jeśli będziecie kiedyś w Hiszpanii w okolicach Barcelony, to koniecznie tam zajrzyjcie. Nawet ludzie, którzy na co dzień niewiele mają wspólnego ze sztuką (jak ja) z pewnością znajdą tam coś, co ich zainteresuje.

Trochę linków:
 – Ania pokazuje jak czytać i notować, by zwiększyć efektywność nauki

- świetny wywiad Andrzeja Tucholskiego z Piotrem Voelkelem. Masa inspiracji i motywacji.

- Gosia o tym jak pomóc własnemu szczęściu

- uwielbiana przeze mnie Aurora o stosunku przerywanym. I niech tytuł Was nie zwiedzie.

- Agnieszka o tym, że żeby spełniać wielkie marzenia trzeba być wielkim.

- a druga Agnieszka opowiada o swoim marzeniu – dziennikarstwie.

- Ula o tym co zrobić, żeby realizować swoje marzenia i cele, nie porzucając ich.

I na koniec bardzo inspirujący filmik.

środa, 29 października 2014

(Nie)zwykły dzień - warsztaty w Krakowie.

Jedną z najważniejszych dla mnie wartości jest rozwój. Każdy kto mnie zna trochę lepiej wie, że mam małe zboczenie na punkcie wszelkich kursów, szkoleń i warsztatów. Najchętniej poszłabym wszędzie gdzie się da. O ile jest to wiedza, która rzeczywiście mnie pociąga.

W poniedziałek wybiegłam z domu o 7 rano zdecydowanie podniecona. I podekscytowana. Przede mną była druga taka "wyprawa" po tej cieszyńskiej o której wspominałam tu
. Obawa czy się nie zgubię przyćmiła ewentualną nieśmiałość przed sporą grupą samych nieznajomych ludzi.

Praktycznie w ostatnim momencie zorientowałam się, że ulica Piotra Skargi jest jednak w innym miejscu niż myślałam. Można mieszkać w jakimś mieście od urodzenia i się gubić w samym centrum? Oczywiście, że można.



Na szczęście udało mi się dotrzeć do celu podróż i nie zginąć po drodze. Na sam Uniwersytet Ekonomiczny również doszłam bez większych przygód. Dobra lokalizacja, blisko dworca. Podoba mi się.

I tak oto znalazłam się na warsztatach edukacyjnych "Komunikacja i praca grupowa".

Dowiedziałam się jakim mam temperament. Czy byłam zaskoczona wynikami testu? Cóż, nie. Test mówi, że jestem cholerykiem. Nastawionym na cel. Urodzonym przywódcą. Liderem. Się wie ;)
Warsztaty były niesamowitym doświadczeniem. Mnóstwo wiedzy podanej w praktyczny sposób. Jak się okazało mój mózg potrafi się skupić i działać na pełnych obrotach przez kilka godzin, o ile podaje mu się ciekawe informacje.
Poza testem poznaliśmy charakterystyki wszystkich typów. Nauczyliśmy się rozpoznawać poszczególne przypadki oraz dowiedzieliśmy się jak podchodzić do każdego z nich, żeby być lepiej odbieranym i żeby dobrze nam się współpracowało i współżyło.



W drugiej części warsztatów skupiliśmy się na zasadach pracy w grupach. Co pomaga a co przeszkadza? Czego nie należy robić? Na co zwrócić uwagę, by wykorzystać potencjał grupy jak najlepiej? Wspólnie zastanawialiśmy się nad tym w swoich grupach, a następnie mieliśmy okazję wykorzystać tę wiedzę w praktyce.

Jedno z najciekawszych ćwiczeń polegało na wybraniu z listy fikcyjnych osób, które w wypadku katastrofy mającej zniszczyć świat, przeżyłyby z nami w schronie. Moja grupa wykazała się dużą kreatywnością przy kryteriach wyboru ;) Myślę, że zostaliśmy przez nie najbardziej zapamiętaną grupą tych warsztatów.


Mnóstwo wiedzy, fantastyczni ludzie, inspirujące rozmowy i przede wszystkim ogromna dawka motywacji i inspiracji do dalszego rozwoju i działania. Zdecydowanie polecam.                                
Zarówno tym, którzy się tym interesują, jak i tym którzy jeszcze nie mają pomysłu na siebie.


Jeśli nie znaleźliście jeszcze swojej pasji życiowej i nie wiecie, co czym chcecie się zająć w przyszłości to korzystajcie z takich okazji. Próbujcie nowych rzeczy, skosztujcie jakiejś nowej wiedzy czy umiejętności z którymi niekoniecznie macie do czynienia na co dzień. Pasja sama z siebie się raczej nie znajdzie, nie przyjdzie i nie popuka w plecy "hej, tu jestem!". Trzeba szukać, bo jak już się znajdzie to jest magia, energia, siła i power! Wiem co mówię.





Wpis powstał w ramach akcji Październik w słowach i zamyka wyzwanie. A w listopadzie dołączam do Fit foto wyzwania 2 . 
Oprócz tego padł ostatnio pomysł na akcję listopadowe wieczory z książką. Co Wy na to?

Pozostałe posty w ramach wyzwania:

(Nie)zwykły dzień - warsztaty w Krakowie.

Jedną z najważniejszych dla mnie wartości jest rozwój. Każdy kto mnie zna trochę lepiej wie, że mam małe zboczenie na punkcie wszelkich kursów, szkoleń i warsztatów. Najchętniej poszłabym wszędzie gdzie się da. O ile jest to wiedza, która rzeczywiście mnie pociąga.

W poniedziałek wybiegłam z domu o 7 rano zdecydowanie podniecona. I podekscytowana. Przede mną była druga taka "wyprawa" po tej cieszyńskiej o której wspominałam tu
. Obawa czy się nie zgubię przyćmiła ewentualną nieśmiałość przed sporą grupą samych nieznajomych ludzi.

Praktycznie w ostatnim momencie zorientowałam się, że ulica Piotra Skargi jest jednak w innym miejscu niż myślałam. Można mieszkać w jakimś mieście od urodzenia i się gubić w samym centrum? Oczywiście, że można.



Na szczęście udało mi się dotrzeć do celu podróż i nie zginąć po drodze. Na sam Uniwersytet Ekonomiczny również doszłam bez większych przygód. Dobra lokalizacja, blisko dworca. Podoba mi się.

I tak oto znalazłam się na warsztatach edukacyjnych "Komunikacja i praca grupowa".

Dowiedziałam się jakim mam temperament. Czy byłam zaskoczona wynikami testu? Cóż, nie. Test mówi, że jestem cholerykiem. Nastawionym na cel. Urodzonym przywódcą. Liderem. Się wie ;)
Warsztaty były niesamowitym doświadczeniem. Mnóstwo wiedzy podanej w praktyczny sposób. Jak się okazało mój mózg potrafi się skupić i działać na pełnych obrotach przez kilka godzin, o ile podaje mu się ciekawe informacje.
Poza testem poznaliśmy charakterystyki wszystkich typów. Nauczyliśmy się rozpoznawać poszczególne przypadki oraz dowiedzieliśmy się jak podchodzić do każdego z nich, żeby być lepiej odbieranym i żeby dobrze nam się współpracowało i współżyło.



W drugiej części warsztatów skupiliśmy się na zasadach pracy w grupach. Co pomaga a co przeszkadza? Czego nie należy robić? Na co zwrócić uwagę, by wykorzystać potencjał grupy jak najlepiej? Wspólnie zastanawialiśmy się nad tym w swoich grupach, a następnie mieliśmy okazję wykorzystać tę wiedzę w praktyce.

Jedno z najciekawszych ćwiczeń polegało na wybraniu z listy fikcyjnych osób, które w wypadku katastrofy mającej zniszczyć świat, przeżyłyby z nami w schronie. Moja grupa wykazała się dużą kreatywnością przy kryteriach wyboru ;) Myślę, że zostaliśmy przez nie najbardziej zapamiętaną grupą tych warsztatów.


Mnóstwo wiedzy, fantastyczni ludzie, inspirujące rozmowy i przede wszystkim ogromna dawka motywacji i inspiracji do dalszego rozwoju i działania. Zdecydowanie polecam.                                
Zarówno tym, którzy się tym interesują, jak i tym którzy jeszcze nie mają pomysłu na siebie.


Jeśli nie znaleźliście jeszcze swojej pasji życiowej i nie wiecie, co czym chcecie się zająć w przyszłości to korzystajcie z takich okazji. Próbujcie nowych rzeczy, skosztujcie jakiejś nowej wiedzy czy umiejętności z którymi niekoniecznie macie do czynienia na co dzień. Pasja sama z siebie się raczej nie znajdzie, nie przyjdzie i nie popuka w plecy "hej, tu jestem!". Trzeba szukać, bo jak już się znajdzie to jest magia, energia, siła i power! Wiem co mówię.





Wpis powstał w ramach akcji Październik w słowach i zamyka wyzwanie. A w listopadzie dołączam do Fit foto wyzwania 2 . 
Oprócz tego padł ostatnio pomysł na akcję listopadowe wieczory z książką. Co Wy na to?

Pozostałe posty w ramach wyzwania:

wtorek, 30 września 2014

Jak zaczynałam – prolog i zapowiedź


Jest wieczór. Prawdopodobnie jakaś chłodna pora roku, skoro mama po kąpieli kazała mi ubrać szlafrok. Niebieski. Całe życie chodzę w niebieskich szlafrokach.
Rodzice siedzą w kuchni z zielonymi ścianami. Świeci się tylko jakaś mała lampka. Piją herbatę z cytryną. A fe, herbata z cytryną. Z radia płyną sobie wiadomości. Spiker coś tam gada i jak zwykle mnie tym denerwuje. No bo wiadomo, jak gada to nie ma muzyki. A ja bardzo lubię muzykę.
Wychodzę z łazienki z grzebieniem w ręce. Z włosów trochę mi jeszcze kapie. Nadal nie potrafię zrobić sobie takiego fajnego turbana na głowie jak mama.
W końcu koleś w radiu przestaje gadać. Idę do swojego pokoju, ale zatrzymuję się w progu. Z głośników lecą pierwsze dźwięki. Od razu je rozpoznaję. Jak zwykle. Tak już mam z piosenkami. Dźwięki są hm.. hiszpańskie? W sumie to nieistotne. Tak! Znam tą piosenkę. Żeński głos wyśpiewuje pierwsze słowa. Niewiele rozumiem, chociaż wydaje mi się, że świetnie znam tekst.
Ściągam z siebie niebieski szlafrok i przewiązuję go sobie w pasie. Udaję, że mam taką piękną spódnicę jak Ona. Pasek od szlafroka robi za wstążkę (nie wiem gdzie ja się naoglądałam gimnastyczek ze wstążkami). I ruszam w dzikie pląsy. Ain't It Funny!

Tak było, przyznaję się. Może ściany niekoniecznie były zielone, a herbata z cytryną. Szlafrok niebieski na 100%. Taniec jest elementem mojego życia od... nawet nie wiem od kiedy. I właśnie dlatego stanie się też cząstką mojej pisaniny.

Jeśli ktoś czytał zakładkę „o mnie i o blogu” (bez kitu, wiem, że nie czytaliście) to wie, że w planie są teksty o tańcu. 'Zaklasyfikowałam' bydashka, jako blog o lifestyle'u z pasją. A skoro w moim sercu na pierwszym miejscu jest pisanie i taniec (no dobra, zaraz po Radcliffie*)
to czemu, by tego nie połączyć?
Ostatnio na Facebooku natknęłam się na ten filmik i totalnie nim zauroczona rozesłałam do połowy znajomych, uznając że zauroczy ich tak jak mnie. Spoko chłopaki, rozumiem, że nie na każdym to musi robić wrażenie. Filmik przy okazji stał się inspiracją do napisania tego tekstu ;)


PS Historia zatacza koło. Jako dziecko tańczyłam do J. Lo, ostatnio na twerkach też tańczyłyśmy do J.Lo. Przypadek?




*W odpowiedzi na wiele pytań – Daniel, bo Daniel. Bo jest fajny, a jak byłam 7-latką, to chłopak czarodziej wydawał mi się najcudowniejszy na świecie. Serce nie sługa.

Jak zaczynałam – prolog i zapowiedź


Jest wieczór. Prawdopodobnie jakaś chłodna pora roku, skoro mama po kąpieli kazała mi ubrać szlafrok. Niebieski. Całe życie chodzę w niebieskich szlafrokach.
Rodzice siedzą w kuchni z zielonymi ścianami. Świeci się tylko jakaś mała lampka. Piją herbatę z cytryną. A fe, herbata z cytryną. Z radia płyną sobie wiadomości. Spiker coś tam gada i jak zwykle mnie tym denerwuje. No bo wiadomo, jak gada to nie ma muzyki. A ja bardzo lubię muzykę.
Wychodzę z łazienki z grzebieniem w ręce. Z włosów trochę mi jeszcze kapie. Nadal nie potrafię zrobić sobie takiego fajnego turbana na głowie jak mama.
W końcu koleś w radiu przestaje gadać. Idę do swojego pokoju, ale zatrzymuję się w progu. Z głośników lecą pierwsze dźwięki. Od razu je rozpoznaję. Jak zwykle. Tak już mam z piosenkami. Dźwięki są hm.. hiszpańskie? W sumie to nieistotne. Tak! Znam tą piosenkę. Żeński głos wyśpiewuje pierwsze słowa. Niewiele rozumiem, chociaż wydaje mi się, że świetnie znam tekst.
Ściągam z siebie niebieski szlafrok i przewiązuję go sobie w pasie. Udaję, że mam taką piękną spódnicę jak Ona. Pasek od szlafroka robi za wstążkę (nie wiem gdzie ja się naoglądałam gimnastyczek ze wstążkami). I ruszam w dzikie pląsy. Ain't It Funny!

Tak było, przyznaję się. Może ściany niekoniecznie były zielone, a herbata z cytryną. Szlafrok niebieski na 100%. Taniec jest elementem mojego życia od... nawet nie wiem od kiedy. I właśnie dlatego stanie się też cząstką mojej pisaniny.

Jeśli ktoś czytał zakładkę „o mnie i o blogu” (bez kitu, wiem, że nie czytaliście) to wie, że w planie są teksty o tańcu. 'Zaklasyfikowałam' bydashka, jako blog o lifestyle'u z pasją. A skoro w moim sercu na pierwszym miejscu jest pisanie i taniec (no dobra, zaraz po Radcliffie*)
to czemu, by tego nie połączyć?
Ostatnio na Facebooku natknęłam się na ten filmik i totalnie nim zauroczona rozesłałam do połowy znajomych, uznając że zauroczy ich tak jak mnie. Spoko chłopaki, rozumiem, że nie na każdym to musi robić wrażenie. Filmik przy okazji stał się inspiracją do napisania tego tekstu ;)


PS Historia zatacza koło. Jako dziecko tańczyłam do J. Lo, ostatnio na twerkach też tańczyłyśmy do J.Lo. Przypadek?




*W odpowiedzi na wiele pytań – Daniel, bo Daniel. Bo jest fajny, a jak byłam 7-latką, to chłopak czarodziej wydawał mi się najcudowniejszy na świecie. Serce nie sługa.

czwartek, 4 września 2014

Dźwięki dobre na wszystko

Muzyka towarzyszy mi całe życie. Odkąd pamiętam uwielbiałam śpiewać i tańczyć. Jako czterolatka znałam wszystkie piosenki GolecOrkiestra. Potem przyszedł czas Ich Troje i wielkiej miłości do czerwonowłosego Michała Wiśniewskiego. To były czasy... Gust muzyczny trochę mi się zmienił, ale miłość pozostała. Miłość do muzyki, nie Wiśniewskiego oczywiście. Po "Filiżance" lepiej, żeby mi się na oczy nie pokazywał.
Nie mam określonego ulubionego gatunku. Słucham właściwie wszystkiego. Reggae, electro, pop, rock, czasem metal. Od niedawna nawet Rap, ale to jest odrębna historia.
Wystarczy, że coś wpadnie mi w ucho, a mogę słuchać tego na okrągło. Śpiewam, nucę, układam w głowie choreografie ( co na zewnątrz może czasami dziwnie wyglądać).
Zawsze wydawało mi się, że nie mam ulubionych wykonawców. Kilka ulubionych piosenek owszem, ale nie muzyków. Po prostu jakiś utwór wchodzi mi do głowy, siedzi w niej tak długo jak mu się podoba, a potem wypada.

Zmieniłam zdanie, kiedy zauważyłam, że w pewnych sytuacjach zawsze sięgam po konkretną twórczość. W chwilach przemyśleń. Kiedy chcę się odciąć od świata. Włóczyć się w deszczu ze słuchawkami w uszach.  Zatopić się w swoim podłym nastroju.
Albo wręcz przeciwnie.  Nabrać siły. Śpiewać na cały głos. Śmiać się do samej siebie. Cieszyć się z chwili, oddechu, dźwięku.
W takich chwilach opcje są dwie. One Republic i Pink. Nie wiem dlaczego, ale ich muzyka spełnia wszystkie moje wymagania i pasuje na każdy nastrój.
No może poza tymi Rapowymi momentami, ale jak już mówiłam to jest zupełnie inna historia.
Oto kilka moich ulubionych utworów:
Coś Wam powiem. Jeśli mimo namiętnych wspomnień z eksfacetem, które ewidentnie nachodzą Was podczas słuchania płyty (nie bez powodu zresztą) i tak jej słuchacie, to to jest miłość.

A Wy macie jakichś swoich ulubionych artystów albo piosenki? A może macie jakieś specjalne historie związane z muzyką?
PS Jakby ktoś chciał zafundować mi bilet na koncert One Republic w październiku, nie obrażę się.