Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 stycznia 2015

Od czego warto zacząć? - proste ćwiczenie rozwojowe

Dzisiaj przedstawiam Wam proste ćwiczenie rozwojowe od którego warto zacząć swoją przygodę z rozwojem. Nie potraficie znaleźć swojej pasji? Uważacie, że Wasze życie jest nudne? A może po prostu macie ochotę coś zmienić? Zrobić COŚ?
Jeśli tak to zapraszam do wykonania ćwiczenia.


źródło


Weź kartkę i zastanów się, co zawsze chciałeś zrobić. Ile razy przeszło Ci przez myśl „też bym tak chciał”? Ile razy zastanawiałeś się, jakby to były gdybyś...? Jestem pewna, że dużo razy. Przypomnij sobie wszystkie te sytuacje i spisz te rzeczy na kartce. Niech znajdzie się tam absolutnie wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Od maleńkich pierdół, po ogromne marzenia.

Chcesz zafarbować się na blond? Upiec brownie? Pojechać autobusem prosto przed siebie, aż do ostatniego przystanku, bez żadnego konkretnego celu? Wziąć udział w karaoke? Napić się ruskiego szampana na dachu jakiegoś budynku? Założyć kanał na yt albo bloga? Ułożyć choreografię na 10 par i wystawić ją? Obejrzeć balet? Umówić się na randkę z osobą, która wydaje się totalnie do Ciebie nie pasować? Zrobić sesję zdjęciową? Zaprojektować sukienkę? Wyjechać na Islandię? Zorganizować imprezę w stylu lat 20.? Zagadać do obcej osoby w barze i pozwolić nocy toczyć się według jej kaprysu?

Możliwości jest więcej niż ludzi, bo każdy z nas potrafi wymyślić ich naprawdę dużo.

Napisałeś? Ok, w takim razie masz teraz przed sobą swoją pierwszą listę 'to do'. A teraz rusz tyłek i zacznij realizować te podpunkty. Zakład, że z każdym odhaczonym pomysłem, przyjdą Ci do głowy nowe, bardziej szalone. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Pamiętaj, że Twoje życie może być naprawdę fajne. Ale to zależy od Ciebie.
źródło

Od czego warto zacząć? - proste ćwiczenie rozwojowe

Dzisiaj przedstawiam Wam proste ćwiczenie rozwojowe od którego warto zacząć swoją przygodę z rozwojem. Nie potraficie znaleźć swojej pasji? Uważacie, że Wasze życie jest nudne? A może po prostu macie ochotę coś zmienić? Zrobić COŚ?
Jeśli tak to zapraszam do wykonania ćwiczenia.


źródło


Weź kartkę i zastanów się, co zawsze chciałeś zrobić. Ile razy przeszło Ci przez myśl „też bym tak chciał”? Ile razy zastanawiałeś się, jakby to były gdybyś...? Jestem pewna, że dużo razy. Przypomnij sobie wszystkie te sytuacje i spisz te rzeczy na kartce. Niech znajdzie się tam absolutnie wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Od maleńkich pierdół, po ogromne marzenia.

Chcesz zafarbować się na blond? Upiec brownie? Pojechać autobusem prosto przed siebie, aż do ostatniego przystanku, bez żadnego konkretnego celu? Wziąć udział w karaoke? Napić się ruskiego szampana na dachu jakiegoś budynku? Założyć kanał na yt albo bloga? Ułożyć choreografię na 10 par i wystawić ją? Obejrzeć balet? Umówić się na randkę z osobą, która wydaje się totalnie do Ciebie nie pasować? Zrobić sesję zdjęciową? Zaprojektować sukienkę? Wyjechać na Islandię? Zorganizować imprezę w stylu lat 20.? Zagadać do obcej osoby w barze i pozwolić nocy toczyć się według jej kaprysu?

Możliwości jest więcej niż ludzi, bo każdy z nas potrafi wymyślić ich naprawdę dużo.

Napisałeś? Ok, w takim razie masz teraz przed sobą swoją pierwszą listę 'to do'. A teraz rusz tyłek i zacznij realizować te podpunkty. Zakład, że z każdym odhaczonym pomysłem, przyjdą Ci do głowy nowe, bardziej szalone. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Pamiętaj, że Twoje życie może być naprawdę fajne. Ale to zależy od Ciebie.
źródło

środa, 14 stycznia 2015

Klucz do sukcesu

Masz swój cel do zrealizowania. Rozpisałeś go już na milion czynników pierwszych, tak że już mniejszych kroków do zrobienie chyba nie ma. Dreptasz sobie tą swoją drogą, po kolei zaliczając kolejne przystanki. Ale nadal nie wierzysz, że to może być prawdą.


Realizacja marzeń zaczyna się w głowie. Dopiero kiedy widzisz, że to może stać się prawdą, zaczynasz czuć ekscytację. Twoja podświadomość jest niezwykle łatwowierna i wysyła ciału sygnały, jakby obrazy z Twojej głowy były rzeczywistością, a nie tylko wizją. To Ty możesz ją przekonać, możesz przekonać siebie, że Twoje spełnione marzenie jest prawdą.

Każdy lubi być podziwiany. Nawet jeśli peszą komplementy, to jednak przyjemnie jest usłyszeć, że dla kogoś jest się inspiracją.
Że ktoś przebywając w Twoim towarzystwie, czuje, że to naprawdę wartościowo spędzony czas, bo może się od Ciebie wiele nauczyć. Bo chłonie z Twojej obecności wiedzę, motywację, inspirację. Ale żeby być inspiracją trzeba sobie zasłużyć.

Żeby być ekspertem w swojej dziedzinie, trzeba sobie na to zapracować. Żeby inspirować ludzi swoją osobą i pokazać im, że wszystko jest możliwe, że Twoje obrazy z głowy zamieniają się w rzeczywistość, musisz przekonać samego siebie że potrafisz.
Żeby stać się człowiekiem, którym chcesz być, musisz po prostu zacząć żyć życiem tego człowieka.
Nie ważne ile kroków i przystanków na swojej drodze zaliczysz. Nie ważne ile certyfikatów leży w teczce na dnie szafy. Nie ważne ile staży masz za sobą, jeśli w Twojej własnej ocenie ciągle nie jesteś wystarczający dobry.
Nie będziesz tą osobą, którą chcesz być, dopóki nie zaczniesz żyć jej życiem. Myśleć jej myślami. Działać jej działaniami. Realizować jej marzenia, żyjąc nimi.

Poczuj się tak jakbyś już był tym człowiekiem. Tym mądrym, pięknym, pewnym siebie i radosnym. Z uśmiechem na twarzy, chęcią do działania i planem dnia wypełnionym fascynującymi zajęciami.

Wszystko zaczyna się w Twojej głowie.

Klucz do sukcesu

Masz swój cel do zrealizowania. Rozpisałeś go już na milion czynników pierwszych, tak że już mniejszych kroków do zrobienie chyba nie ma. Dreptasz sobie tą swoją drogą, po kolei zaliczając kolejne przystanki. Ale nadal nie wierzysz, że to może być prawdą.


Realizacja marzeń zaczyna się w głowie. Dopiero kiedy widzisz, że to może stać się prawdą, zaczynasz czuć ekscytację. Twoja podświadomość jest niezwykle łatwowierna i wysyła ciału sygnały, jakby obrazy z Twojej głowy były rzeczywistością, a nie tylko wizją. To Ty możesz ją przekonać, możesz przekonać siebie, że Twoje spełnione marzenie jest prawdą.

Każdy lubi być podziwiany. Nawet jeśli peszą komplementy, to jednak przyjemnie jest usłyszeć, że dla kogoś jest się inspiracją.
Że ktoś przebywając w Twoim towarzystwie, czuje, że to naprawdę wartościowo spędzony czas, bo może się od Ciebie wiele nauczyć. Bo chłonie z Twojej obecności wiedzę, motywację, inspirację. Ale żeby być inspiracją trzeba sobie zasłużyć.

Żeby być ekspertem w swojej dziedzinie, trzeba sobie na to zapracować. Żeby inspirować ludzi swoją osobą i pokazać im, że wszystko jest możliwe, że Twoje obrazy z głowy zamieniają się w rzeczywistość, musisz przekonać samego siebie że potrafisz.
Żeby stać się człowiekiem, którym chcesz być, musisz po prostu zacząć żyć życiem tego człowieka.
Nie ważne ile kroków i przystanków na swojej drodze zaliczysz. Nie ważne ile certyfikatów leży w teczce na dnie szafy. Nie ważne ile staży masz za sobą, jeśli w Twojej własnej ocenie ciągle nie jesteś wystarczający dobry.
Nie będziesz tą osobą, którą chcesz być, dopóki nie zaczniesz żyć jej życiem. Myśleć jej myślami. Działać jej działaniami. Realizować jej marzenia, żyjąc nimi.

Poczuj się tak jakbyś już był tym człowiekiem. Tym mądrym, pięknym, pewnym siebie i radosnym. Z uśmiechem na twarzy, chęcią do działania i planem dnia wypełnionym fascynującymi zajęciami.

Wszystko zaczyna się w Twojej głowie.

niedziela, 11 stycznia 2015

Po raz pierwszy

Przypomnij sobie to uczucie. Pierwszy raz. Pierwszy dotyk. Pierwsze dreszcze podniecenia i ekscytacji. Lekki strach. Może wcale nie lekki. Przyspieszone bicie serca. Płytki oddech. Nie ważne czy robisz to z kimś, czy samemu. Nie ważne jak długo na to czekałeś. Zawsze pojawia się minimalny stres. Czy wszystko pójdzie dobrze? Czy to bezpieczne? Jakie będą skutki w przyszłości? Utrata jakiegokolwiek życiowego dziewictwa i robienie czegoś po raz pierwszy zawsze jest ważnym wydarzeniem. I warto to celebrować.


Bardzo chciałam na początek tekstu wrzucić Wam jakiś piękny cytat albo piosenkę. Widziałam, że parę dziewczyn odniosło się do pięknego wiersza Szymborskiej „Nic dwa razy” (tak jest piękny, nie, nie jest oklepany; mam ogromny sentyment do Szymborskiej). Niestety kiedy próbowałam przypomnieć sobie jakiś utwór z frazą „pierwszy raz” to przypomniało mi się to:


Niezbyt patetycznie, ale „Frozen” fajna bajka.


Robienie czegoś po raz pierwszy to podstawowy krok w poszerzaniu strefy komfortu. Próbowanie nowych rzeczy, poznawanie nowych ludzi i pierwsze rozmowy z nimi, pierwsza wizyta w jakimś miejscu. Wszystko to rozciąga tą naszą otoczkę coraz bardziej i bardziej, a my dzięki temu czujemy się na tym świecie trochę swobodniej. Fajna sprawa prawda?

We wpisie o siedmiu marzeniach na rok 2015 nie zdradziłam Wam zbyt wielu postanowień, więc postanowiłam wykorzystać to dzisiaj i podzielić się z Wami listą rzeczy, które chciałabym w tym roku zrobić po raz pierwszy.
źródło


  1. Po raz pierwszy usiąść za kołkiem. Dobrze by było w końcu zapisać się na prawo jazdy. Nie jest to może mój priorytet, bo mam ważniejsze rzeczy do zrobienia, ale jeśli czas pozwoli, to w 2015 roku pierwszy raz siądę za kierownicą. Tak, powinniście się bać i chować w domach. Żeby potem nie było, że nie uprzedzałam.
  2. Po raz pierwszy wziąć udział w zawodach tanecznych. O tym już mówiłam.
  3. Po raz pierwszy wziąć udział w spotkaniu blogerskim poza Katowicami. Na celowniku See blogger, chociaż przyznaję, że najbardziej marzy mi się Blog Forum Gdańsk 2015.
  4. Po raz pierwszy nagrać teledysk ze swoją choreografią. To mi się marzy już tak od roku co najmniej, póki co mam tylko pomysł na to, kto mógłby to nagrać. Małymi krokami...
  5. Po raz pierwszy znaleźć pracę na wakacje. Najlepiej za granicą.
  6. Po raz pierwszy wystąpić publicznie przed grupą ponad 100 osób.
  7. Po raz pierwszy porozmawiać z moim ulubionym bloggerem, który bardzo mnie inspiruje. W tej kwestii już się coś podziało ostatnio, ale na razie nie mogę nic więcej zdradzić. Bądźcie jednak czujni, bo być może niedługo Katowice odwiedzą naprawdę fajni ludzie i tego nie można przegapić.
  8. Po raz pierwszy zrobić szpagat. Po raz pierwszy od jakichś 10 lat.
  9. Po raz pierwszy przerzucić się na czytnik ebooków. Czyli po prostu kupić Kindle'a.
  10. Po raz pierwszy zaprojektować sukienkę.
  11. Po raz pierwszy wybrać się na jakieś spotkanie dotyczące Public relations i social mediów. W moim mieście dosyć często odbywają się różne fajne inicjatywy. Może w końcu uda mi się tam dotrzeć.
  12. Po raz pierwszy założyć album ze zdjęciami z roku 2014.
  13. Po raz pierwszy pouczyć się jakiegoś nowego tańca.
  14. Po raz pierwszy przygotować jakieś blogowe wyzwanie dla Was.
  15. Po raz pierwszy przygotować jakiś materiał na yt. Jest grupa męczących mnie w tym temacie osób. Pomysł też jest. Najgorzej ze sprzętem.
  16. Po raz pierwszy zobaczyć balet. Może być nawet transmisja w kinie. Ale jednak.
  17. Po raz pierwszy nauczyć się robić w miarę przyzwoite zdjęcia.
Zadanie domowe: Co Wy chcecie zrobić w tym roku po raz pierwszy? Bo jeśli chcecie się rozwijać, to czas spróbować czegoś nowego. Więc słucham drodzy Państwo. Raz, raz.
A tak całkiem poważnie to jestem bardzo ciekawa, jakich wyzwań chcecie się podjąć. Może mnie do czegoś zainspirujecie.


Co do wyzwania blogowego o którym wspomniałam powyżej: mam dwa pomysły. Jeden to bardziej wyzwanie rozwojowe, drugi to akcja motywacyjna. Czym bylibyście zainteresowani?

Post powstał w ramach wyzwania Różowej Klary: Styczeń w słowach.

Po raz pierwszy

Przypomnij sobie to uczucie. Pierwszy raz. Pierwszy dotyk. Pierwsze dreszcze podniecenia i ekscytacji. Lekki strach. Może wcale nie lekki. Przyspieszone bicie serca. Płytki oddech. Nie ważne czy robisz to z kimś, czy samemu. Nie ważne jak długo na to czekałeś. Zawsze pojawia się minimalny stres. Czy wszystko pójdzie dobrze? Czy to bezpieczne? Jakie będą skutki w przyszłości? Utrata jakiegokolwiek życiowego dziewictwa i robienie czegoś po raz pierwszy zawsze jest ważnym wydarzeniem. I warto to celebrować.


Bardzo chciałam na początek tekstu wrzucić Wam jakiś piękny cytat albo piosenkę. Widziałam, że parę dziewczyn odniosło się do pięknego wiersza Szymborskiej „Nic dwa razy” (tak jest piękny, nie, nie jest oklepany; mam ogromny sentyment do Szymborskiej). Niestety kiedy próbowałam przypomnieć sobie jakiś utwór z frazą „pierwszy raz” to przypomniało mi się to:


Niezbyt patetycznie, ale „Frozen” fajna bajka.


Robienie czegoś po raz pierwszy to podstawowy krok w poszerzaniu strefy komfortu. Próbowanie nowych rzeczy, poznawanie nowych ludzi i pierwsze rozmowy z nimi, pierwsza wizyta w jakimś miejscu. Wszystko to rozciąga tą naszą otoczkę coraz bardziej i bardziej, a my dzięki temu czujemy się na tym świecie trochę swobodniej. Fajna sprawa prawda?

We wpisie o siedmiu marzeniach na rok 2015 nie zdradziłam Wam zbyt wielu postanowień, więc postanowiłam wykorzystać to dzisiaj i podzielić się z Wami listą rzeczy, które chciałabym w tym roku zrobić po raz pierwszy.
źródło


  1. Po raz pierwszy usiąść za kołkiem. Dobrze by było w końcu zapisać się na prawo jazdy. Nie jest to może mój priorytet, bo mam ważniejsze rzeczy do zrobienia, ale jeśli czas pozwoli, to w 2015 roku pierwszy raz siądę za kierownicą. Tak, powinniście się bać i chować w domach. Żeby potem nie było, że nie uprzedzałam.
  2. Po raz pierwszy wziąć udział w zawodach tanecznych. O tym już mówiłam.
  3. Po raz pierwszy wziąć udział w spotkaniu blogerskim poza Katowicami. Na celowniku See blogger, chociaż przyznaję, że najbardziej marzy mi się Blog Forum Gdańsk 2015.
  4. Po raz pierwszy nagrać teledysk ze swoją choreografią. To mi się marzy już tak od roku co najmniej, póki co mam tylko pomysł na to, kto mógłby to nagrać. Małymi krokami...
  5. Po raz pierwszy znaleźć pracę na wakacje. Najlepiej za granicą.
  6. Po raz pierwszy wystąpić publicznie przed grupą ponad 100 osób.
  7. Po raz pierwszy porozmawiać z moim ulubionym bloggerem, który bardzo mnie inspiruje. W tej kwestii już się coś podziało ostatnio, ale na razie nie mogę nic więcej zdradzić. Bądźcie jednak czujni, bo być może niedługo Katowice odwiedzą naprawdę fajni ludzie i tego nie można przegapić.
  8. Po raz pierwszy zrobić szpagat. Po raz pierwszy od jakichś 10 lat.
  9. Po raz pierwszy przerzucić się na czytnik ebooków. Czyli po prostu kupić Kindle'a.
  10. Po raz pierwszy zaprojektować sukienkę.
  11. Po raz pierwszy wybrać się na jakieś spotkanie dotyczące Public relations i social mediów. W moim mieście dosyć często odbywają się różne fajne inicjatywy. Może w końcu uda mi się tam dotrzeć.
  12. Po raz pierwszy założyć album ze zdjęciami z roku 2014.
  13. Po raz pierwszy pouczyć się jakiegoś nowego tańca.
  14. Po raz pierwszy przygotować jakieś blogowe wyzwanie dla Was.
  15. Po raz pierwszy przygotować jakiś materiał na yt. Jest grupa męczących mnie w tym temacie osób. Pomysł też jest. Najgorzej ze sprzętem.
  16. Po raz pierwszy zobaczyć balet. Może być nawet transmisja w kinie. Ale jednak.
  17. Po raz pierwszy nauczyć się robić w miarę przyzwoite zdjęcia.
Zadanie domowe: Co Wy chcecie zrobić w tym roku po raz pierwszy? Bo jeśli chcecie się rozwijać, to czas spróbować czegoś nowego. Więc słucham drodzy Państwo. Raz, raz.
A tak całkiem poważnie to jestem bardzo ciekawa, jakich wyzwań chcecie się podjąć. Może mnie do czegoś zainspirujecie.


Co do wyzwania blogowego o którym wspomniałam powyżej: mam dwa pomysły. Jeden to bardziej wyzwanie rozwojowe, drugi to akcja motywacyjna. Czym bylibyście zainteresowani?

Post powstał w ramach wyzwania Różowej Klary: Styczeń w słowach.

piątek, 9 stycznia 2015

Nigdy nie będziesz wystarczająco dobry.



Nie lubisz być średni. Nie lubisz być przeciętny. Nie chcesz być tak pomiędzy.
W nabywaniu nowych umiejętności przychodzi taki trudny etap, kiedy już nie jesteśmy początkujący, ale jeszcze nie czujemy się zaawansowani. Umniejszamy swoje zdolności. Rezygnujemy z dużych wyzwań, sądząc, że nie jesteśmy jeszcze gotowi.
Tylko skąd będziesz wiedział, że TEN moment jest teraz? Że już czas, że jesteś gotowy przejść na następny level?
źródło


Życie to nie jest gra, w której zbierasz określoną liczbę punktów, żeby dostać się do następnego poziomu. Życie jest zbyt płynne, żeby dostrzec tą cienką granicę. Wiesz co? Może tej granicy przecież wcale tam nie ma. Może tylko ją sobie wyobraziłeś.

Właściwy moment już nie nadejdzie. Właściwego momentu nigdy nie będzie. Coś takiego nie istnieje.
Skoro teraz o tym pomyślałeś, to teraz się zabierz za to. Skoro teraz wpadła Ci do głowy myśl, żeby zrobić coś ze swoim życiem, to znaczy że Twój czas jest właśnie teraz.

Nigdy nie będziesz wystarczająco gotowy, żeby zrobić pierwszy krok. Jedyną osobą, która określa, czy jesteś wystarczająco dobry, jesteś właściwie Ty sam. Ty wiesz, czego chcesz. Tylko Ty możesz to zrobić. Nikt inny.

Nie musi być średni. Nie musisz być przeciętny. Nie musisz być pomiędzy. Możesz być na samym początku. Wystarczy, że na ten początek pójdziesz.
Zielona lampka z napisem „zaawansowany” się nie zapali. Nikt nie wyśle Ci poleconym informacji, że „jesteś już wystarczająco dobry, żeby napisać książkę/ zacząć nagrywać filmy/ założyć bloga/ spróbować swoich sił w zespole muzycznym/ wziąć udział w zawodach/etc.”. Nigdy się nie dowiesz, że to jest ten właściwy moment na pierwszy krok. Bo ten moment jest teraz. Nie potem.
źródło


Nie będzie łatwo. Pewnie nie od razu się uda. Ale w końcu dotrzesz na początek. Będziesz próbował tak długo, aż przepchasz się z końca, przez środek, na sam początek.

A wtedy już nikt Ci nie powie, że musisz komuś dorównać. Sam będziesz wiedział, że przewyższyłeś najważniejszą osobę. Siebie.

Nigdy nie będziesz wystarczająco dobry.



Nie lubisz być średni. Nie lubisz być przeciętny. Nie chcesz być tak pomiędzy.
W nabywaniu nowych umiejętności przychodzi taki trudny etap, kiedy już nie jesteśmy początkujący, ale jeszcze nie czujemy się zaawansowani. Umniejszamy swoje zdolności. Rezygnujemy z dużych wyzwań, sądząc, że nie jesteśmy jeszcze gotowi.
Tylko skąd będziesz wiedział, że TEN moment jest teraz? Że już czas, że jesteś gotowy przejść na następny level?
źródło


Życie to nie jest gra, w której zbierasz określoną liczbę punktów, żeby dostać się do następnego poziomu. Życie jest zbyt płynne, żeby dostrzec tą cienką granicę. Wiesz co? Może tej granicy przecież wcale tam nie ma. Może tylko ją sobie wyobraziłeś.

Właściwy moment już nie nadejdzie. Właściwego momentu nigdy nie będzie. Coś takiego nie istnieje.
Skoro teraz o tym pomyślałeś, to teraz się zabierz za to. Skoro teraz wpadła Ci do głowy myśl, żeby zrobić coś ze swoim życiem, to znaczy że Twój czas jest właśnie teraz.

Nigdy nie będziesz wystarczająco gotowy, żeby zrobić pierwszy krok. Jedyną osobą, która określa, czy jesteś wystarczająco dobry, jesteś właściwie Ty sam. Ty wiesz, czego chcesz. Tylko Ty możesz to zrobić. Nikt inny.

Nie musi być średni. Nie musisz być przeciętny. Nie musisz być pomiędzy. Możesz być na samym początku. Wystarczy, że na ten początek pójdziesz.
Zielona lampka z napisem „zaawansowany” się nie zapali. Nikt nie wyśle Ci poleconym informacji, że „jesteś już wystarczająco dobry, żeby napisać książkę/ zacząć nagrywać filmy/ założyć bloga/ spróbować swoich sił w zespole muzycznym/ wziąć udział w zawodach/etc.”. Nigdy się nie dowiesz, że to jest ten właściwy moment na pierwszy krok. Bo ten moment jest teraz. Nie potem.
źródło


Nie będzie łatwo. Pewnie nie od razu się uda. Ale w końcu dotrzesz na początek. Będziesz próbował tak długo, aż przepchasz się z końca, przez środek, na sam początek.

A wtedy już nikt Ci nie powie, że musisz komuś dorównać. Sam będziesz wiedział, że przewyższyłeś najważniejszą osobę. Siebie.

czwartek, 1 stycznia 2015

2015

Drogi Roku 2015!

Przed nami wspólne 365 dni. Masz niełatwe zadanie, bo Twój poprzednik był naprawdę dobrym kompanem. Przyniósł mi wiele nowych wyzwań, mnóstwo niesamowitych ludzi i fantastycznych wspomnień. Ale przecież wyzwania są tym, co tygryski lubią najbardziej, więc jestem przekonana, że podołasz.
Wspólnie stworzymy fajną historię prawda?
Proszę, obiecaj mi, że będziesz dla mnie dobry. Że pomożesz mi, kiedy upadnę. Wyciągniesz pomocną dłoń, poślesz kogoś, kto wskaże mi właściwą drogę. Że nauczysz mnie bardziej wierzyć w siebie i swoje możliwości. Że sprawisz, iż uśmiech na mojej twarzy będzie pojawiał się jeszcze częściej. Że nie odbierzesz mi zapału do realizowania wszystkich pasji, a najlepiej to rozciągniesz dobę, żebym na wszystko znalazła czas.
Że dasz mi jak najwięcej okazji i szans do wykorzystania.

Ja od siebie obiecuję Ci, że zrobię wszystko by te szansy wykorzystać. Zresztą sam wiesz, że już to robię, bo kilka się pojawiło w ostatnich dniach. Owszem boję się. Bardzo się boję, czy dam sobie radę, czy nie porywam się na coś zupełnie abstrakcyjnego. Ale ufam Ci, że mnie nie zawiedziesz. Obiecuję, że będę walczyła sama ze sobą, by nie ciągnąć się w dół złymi myślami. Że się nie poddam. Że będę się więcej uśmiechać (co obiecałam nie tylko Tobie, więc muszę tego podwójnie pilnować). Że będę się cieszyć tym co mam i szukać pozytywnych stron każdej sytuacji.

Mam nadzieję, że za 365 dni okaże się, że jesteś jeszcze lepszym kompanem niż 2014 i będzie nam żal się rozstawać. Ale oboje musimy na to zapracować.

No to co? Zaczynamy!


Dashka

Wpis powstał w ramach wyzwania Różowej Klary Styczeń w słowach

2015

Drogi Roku 2015!

Przed nami wspólne 365 dni. Masz niełatwe zadanie, bo Twój poprzednik był naprawdę dobrym kompanem. Przyniósł mi wiele nowych wyzwań, mnóstwo niesamowitych ludzi i fantastycznych wspomnień. Ale przecież wyzwania są tym, co tygryski lubią najbardziej, więc jestem przekonana, że podołasz.
Wspólnie stworzymy fajną historię prawda?
Proszę, obiecaj mi, że będziesz dla mnie dobry. Że pomożesz mi, kiedy upadnę. Wyciągniesz pomocną dłoń, poślesz kogoś, kto wskaże mi właściwą drogę. Że nauczysz mnie bardziej wierzyć w siebie i swoje możliwości. Że sprawisz, iż uśmiech na mojej twarzy będzie pojawiał się jeszcze częściej. Że nie odbierzesz mi zapału do realizowania wszystkich pasji, a najlepiej to rozciągniesz dobę, żebym na wszystko znalazła czas.
Że dasz mi jak najwięcej okazji i szans do wykorzystania.

Ja od siebie obiecuję Ci, że zrobię wszystko by te szansy wykorzystać. Zresztą sam wiesz, że już to robię, bo kilka się pojawiło w ostatnich dniach. Owszem boję się. Bardzo się boję, czy dam sobie radę, czy nie porywam się na coś zupełnie abstrakcyjnego. Ale ufam Ci, że mnie nie zawiedziesz. Obiecuję, że będę walczyła sama ze sobą, by nie ciągnąć się w dół złymi myślami. Że się nie poddam. Że będę się więcej uśmiechać (co obiecałam nie tylko Tobie, więc muszę tego podwójnie pilnować). Że będę się cieszyć tym co mam i szukać pozytywnych stron każdej sytuacji.

Mam nadzieję, że za 365 dni okaże się, że jesteś jeszcze lepszym kompanem niż 2014 i będzie nam żal się rozstawać. Ale oboje musimy na to zapracować.

No to co? Zaczynamy!


Dashka

Wpis powstał w ramach wyzwania Różowej Klary Styczeń w słowach

środa, 31 grudnia 2014

Rok realizowania Odważnych Marzeń


Stoję w oknie. Jest środek nocy. Za sobą mam kolejny romansidłowy seans. Kolejna amerykańska bajka o przystojnym chłopcu, który dojrzewa, by stać się mężczyzną, który zadba o swoją kobietę. Kolejna kobieta, która najpierw się waha, ale w końcu ulega. Kolejny układ friends with benefits, który i tak kończy się wielką miłością i zobowiązaniami.
Dopijam zimną herbatę i przyglądam się światłom miasta. W nocy wszystko wydaje się możliwe. Łatwiej jest się otworzyć. Rozmowy bardziej się kleją, a marzenia płyną same. W nocy łatwiej układa się odważne plany. Podbój świata wydaje się jakiś bardziej realny, długo wyczekiwana podróż czeka na wyciągnięcie ręki, kolejny rok w kierunku wymarzonej przyszłości i pracy wymaga jakoś mniej wysiłku. Idealna miłość rodem z bajki disneya albo amerykańskiej komedii romantycznej wydaje się całkiem realna. A odwagi by zrobić w jej kierunku COŚ jest jakoś więcej.

źródło
Tylko że po nocy przyjdzie dzień.A wraz z dniem znikną miejskie światła. Zniknie błoga cisza sprzyjająca odważnym planem. Rozmowy znów będą jakieś takie sztuczne i wymuszone. Kontakt jakiś taki bardziej przelotny.
Odwaga do realizacji marzeń znowu gdzieś ucieknie. Podróż wyda się nieosiągalna. Wymarzony zawód nie do osiągnięcia, a miłość? Przecież forever alone. Nikt nie chce, nikt nie kocha. A ten przystojny blondyn na pewno by się nie chciał umówić. Bez jaj, kto by chciał? Przecież nic nie ma sensu, wszystko jest do bani.

A gdyby tak ta nocna odwaga do snucia ogromnych marzeń towarzyszyła cały czas?Gdyby wiara, że wszystko jest możliwe nigdy nie opuszczała? Gdyby tak przestać przejmować się innymi i po prostu robić swoje? Gdyby tak zacząć ryzykować i zyskiwać?
Gdyby tak przyłożyć się do tego, by wymarzona praca była na wyciągnięcie ręki?
Gdyby tak znaleźć drogę, by podróż życia stała się rzeczywistością? Przecież tyle osób już tam było. W czym niby byli lepsi, że na to zasłużyli?
Gdyby tak samemu napisać swoją bajkę o miłości? Po prostu dać sobie szansę na bycie szczęśliwym, bez komplikowania wszystkiego?

Gdyby tak Nowy Rok był Rokiem Realizowania Odważnych Marzeń?



Chciałabym Wam polecić trzy książki, które być może zainspirują Was i pomogą uwierzyć, że to czego chcecie jest całkiem możliwe.

Te książki to
znany już pewnie wielu osobom „Sekret” , Podręcznik spełniania życzeń. Zamówienia u Wszechświata" Barbel Mohr oraz „Uwierz, że możesz” Jenztezen Franklin.Zapraszam Was również do wyzwania Moniki . Ja z chęcią się go podejmę, tylko muszę jakoś okroić listę do TYLKO 7.




Do zobaczenia w Nowym Roku!
PS Nadal czeka na Was ankieta. Kto jeszcze nie wypełnił, zapraszam! 

Rok realizowania Odważnych Marzeń


Stoję w oknie. Jest środek nocy. Za sobą mam kolejny romansidłowy seans. Kolejna amerykańska bajka o przystojnym chłopcu, który dojrzewa, by stać się mężczyzną, który zadba o swoją kobietę. Kolejna kobieta, która najpierw się waha, ale w końcu ulega. Kolejny układ friends with benefits, który i tak kończy się wielką miłością i zobowiązaniami.
Dopijam zimną herbatę i przyglądam się światłom miasta. W nocy wszystko wydaje się możliwe. Łatwiej jest się otworzyć. Rozmowy bardziej się kleją, a marzenia płyną same. W nocy łatwiej układa się odważne plany. Podbój świata wydaje się jakiś bardziej realny, długo wyczekiwana podróż czeka na wyciągnięcie ręki, kolejny rok w kierunku wymarzonej przyszłości i pracy wymaga jakoś mniej wysiłku. Idealna miłość rodem z bajki disneya albo amerykańskiej komedii romantycznej wydaje się całkiem realna. A odwagi by zrobić w jej kierunku COŚ jest jakoś więcej.

źródło
Tylko że po nocy przyjdzie dzień. A wraz z dniem znikną miejskie światła. Zniknie błoga cisza sprzyjająca odważnym planem. Rozmowy znów będą jakieś takie sztuczne i wymuszone. Kontakt jakiś taki bardziej przelotny.
Odwaga do realizacji marzeń znowu gdzieś ucieknie. Podróż wyda się nieosiągalna. Wymarzony zawód nie do osiągnięcia, a miłość? Przecież forever alone. Nikt nie chce, nikt nie kocha. A ten przystojny blondyn na pewno by się nie chciał umówić. Bez jaj, kto by chciał? Przecież nic nie ma sensu, wszystko jest do bani.

A gdyby tak ta nocna odwaga do snucia ogromnych marzeń towarzyszyła cały czas?Gdyby wiara, że wszystko jest możliwe nigdy nie opuszczała? Gdyby tak przestać przejmować się innymi i po prostu robić swoje? Gdyby tak zacząć ryzykować i zyskiwać?
Gdyby tak przyłożyć się do tego, by wymarzona praca była na wyciągnięcie ręki?
Gdyby tak znaleźć drogę, by podróż życia stała się rzeczywistością? Przecież tyle osób już tam było. W czym niby byli lepsi, że na to zasłużyli?
Gdyby tak samemu napisać swoją bajkę o miłości? Po prostu dać sobie szansę na bycie szczęśliwym, bez komplikowania wszystkiego?

Gdyby tak Nowy Rok był Rokiem Realizowania Odważnych Marzeń?



Chciałabym Wam polecić trzy książki, które być może zainspirują Was i pomogą uwierzyć, że to czego chcecie jest całkiem możliwe.

Te książki to
znany już pewnie wielu osobom „Sekret” , Podręcznik spełniania życzeń. Zamówienia u Wszechświata" Barbel Mohr oraz „Uwierz, że możesz” Jenztezen Franklin.Zapraszam Was również do wyzwania Moniki . Ja z chęcią się go podejmę, tylko muszę jakoś okroić listę do TYLKO 7.




Do zobaczenia w Nowym Roku!
PS Nadal czeka na Was ankieta. Kto jeszcze nie wypełnił, zapraszam! 

sobota, 13 grudnia 2014

#1 Czym dla mnie jest: szczęście?

Szczęście to pojedyncze chwile, które układają się w całość. To ulotne momenty, cenniejsze niż iphone 6 i torebka michaela korsa.

Szczęście to oglądać pierwszego grudnia o pierwszej w nocy gwieździste niebo przed domkiem letniskowym. To położyć się w ciepłej pościeli po długim, męczącym dniu. Napić się kawy, która pomoże rozjaśnić umysł i uśmierzy ból głowy. Szczęście to zasiąść na miękkiej kanapie po ciężkim treningu i nie móc złapać oddechu. To lekkie zawroty głowy po intensywnym wysiłku fizycznym.

Szczęście to soczyste owoce zjedzone na plaży przy zachodzącym słońcu. To ciepły wieczór spędzony na balkonie w towarzystwie bratniej duszy przy zapalonych świecach. To długie rozmowy do późna w nocy mimo pochłaniającej senności. To zwierzenia w gronie prawdziwych przyjaciół. To podrywanie się na imprezie na dźwięk pierwszych taktów ulubionej piosenki.

Szczęście to wspólne fałszowanie starych piosenek w czasie jazdy samochodem. To bieg przez opustoszałe ulice. To uśmiechy dzieci, które podrygują zupełnie nie do muzyki. To karteczka mówiąca o tym, żeby uśmiechać się jak najczęściej, bo ma się piękny uśmiech. To przeleżenie godziny na materacu z ludźmi, których prawie się nie zna, a jednak cały czas się razem śmieje. To umiejętność lepszego bawienia się bez alkoholu niż z nim. To taniec na szczycie wieży. To ciepła herbata, wypita pod kocem.

Szczęście to radość płynąca z tańca znajomego układu. To spoglądanie sobie w oczy i przekazywanie energii mową ciała. To szturchanie kogoś hamakiem o kolano. To usłyszeć od znajomego, że dowiedział się o blogu od całkiem obcej osoby. To dowiedzieć się, że przekazuje się ludziom dokładnie to, co chce się przekazać. To wiedzieć, że ktoś na te słowa czeka i że one nie lecą w przestrzeń. To siedzieć letnią nocą przy otwartym oknie i pisać list, który nigdy nie zostanie wysłany. To wybaczać i zapominać o wyrządzonych krzywdach osobie, którą się kochało. To wierzyć w spełnianie marzeń.

Szczęście to zarwać noc na rozmowy, by nie tracić ani chwili z czasu spędzanego razem. To trafić na wyjeździe od razu na osoby, które są bratnimi duszami. To zgubić się w obcym mieście, by potem niespodziewanie odnaleźć właściwą drogę. To ogrzewać sobie wzajemnie dłonie. To niewinne eskimoskie pocałunki. To otarcie przez kogoś łez. Przytulenie kogoś i zapewnienie o tym, że będzie dobrze. To usłyszeć że jest się wyjątkowym. To powiedzieć komuś, że jest wyjątkowy. To pocałunek w czoło i w czubek nosa. To odgarnięcie grzywki z oczu i spojrzenie prosto w oczy. To nieśmiały uśmiech z drugiego końca stołu. To zmiana lokalu w środku nocy i spacer w deszczu przez pół miasta. To przesiąknąć męskim zapachem na cały dzień.

Szczęście to pojedyncze momenty, które układają się w całość.


Wpis inspirowany Lekcją 15 z książki Reginy Brett „Jesteś cudem” Zapoczątkowuje serię postów „Czym dla mnie jest...”

Zachęcam Was do opisania tego czym dla Was jest szczęście :)

#1 Czym dla mnie jest: szczęście?

Szczęście to pojedyncze chwile, które układają się w całość. To ulotne momenty, cenniejsze niż iphone 6 i torebka michaela korsa.

Szczęście to oglądać pierwszego grudnia o pierwszej w nocy gwieździste niebo przed domkiem letniskowym. To położyć się w ciepłej pościeli po długim, męczącym dniu. Napić się kawy, która pomoże rozjaśnić umysł i uśmierzy ból głowy. Szczęście to zasiąść na miękkiej kanapie po ciężkim treningu i nie móc złapać oddechu. To lekkie zawroty głowy po intensywnym wysiłku fizycznym.

Szczęście to soczyste owoce zjedzone na plaży przy zachodzącym słońcu. To ciepły wieczór spędzony na balkonie w towarzystwie bratniej duszy przy zapalonych świecach. To długie rozmowy do późna w nocy mimo pochłaniającej senności. To zwierzenia w gronie prawdziwych przyjaciół. To podrywanie się na imprezie na dźwięk pierwszych taktów ulubionej piosenki.

Szczęście to wspólne fałszowanie starych piosenek w czasie jazdy samochodem. To bieg przez opustoszałe ulice. To uśmiechy dzieci, które podrygują zupełnie nie do muzyki. To karteczka mówiąca o tym, żeby uśmiechać się jak najczęściej, bo ma się piękny uśmiech. To przeleżenie godziny na materacu z ludźmi, których prawie się nie zna, a jednak cały czas się razem śmieje. To umiejętność lepszego bawienia się bez alkoholu niż z nim. To taniec na szczycie wieży. To ciepła herbata, wypita pod kocem.

Szczęście to radość płynąca z tańca znajomego układu. To spoglądanie sobie w oczy i przekazywanie energii mową ciała. To szturchanie kogoś hamakiem o kolano. To usłyszeć od znajomego, że dowiedział się o blogu od całkiem obcej osoby. To dowiedzieć się, że przekazuje się ludziom dokładnie to, co chce się przekazać. To wiedzieć, że ktoś na te słowa czeka i że one nie lecą w przestrzeń. To siedzieć letnią nocą przy otwartym oknie i pisać list, który nigdy nie zostanie wysłany. To wybaczać i zapominać o wyrządzonych krzywdach osobie, którą się kochało. To wierzyć w spełnianie marzeń.

Szczęście to zarwać noc na rozmowy, by nie tracić ani chwili z czasu spędzanego razem. To trafić na wyjeździe od razu na osoby, które są bratnimi duszami. To zgubić się w obcym mieście, by potem niespodziewanie odnaleźć właściwą drogę. To ogrzewać sobie wzajemnie dłonie. To niewinne eskimoskie pocałunki. To otarcie przez kogoś łez. Przytulenie kogoś i zapewnienie o tym, że będzie dobrze. To usłyszeć że jest się wyjątkowym. To powiedzieć komuś, że jest wyjątkowy. To pocałunek w czoło i w czubek nosa. To odgarnięcie grzywki z oczu i spojrzenie prosto w oczy. To nieśmiały uśmiech z drugiego końca stołu. To zmiana lokalu w środku nocy i spacer w deszczu przez pół miasta. To przesiąknąć męskim zapachem na cały dzień.

Szczęście to pojedyncze momenty, które układają się w całość.


Wpis inspirowany Lekcją 15 z książki Reginy Brett „Jesteś cudem” Zapoczątkowuje serię postów „Czym dla mnie jest...”

Zachęcam Was do opisania tego czym dla Was jest szczęście :)

czwartek, 4 grudnia 2014

Jak tam Twoje postanowienia?

Pamiętasz ostatniego Sylwestra? Może spędziłeś go na pięknym, ośnieżonym stoku razem z rodziną? A może marzłeś na rynku swojego miasta, słuchając polskich gwiazd na żywo? Może przeżyłeś swoją pierwszą wielką domówkę, z masą obcych (ale tylko na początku) osób i taką ilością alkoholu, że nie pamiętasz ani co piłeś, ani ile tego było? A może spędziłeś tę noc pod ciepłym kocem z kieliszkiem szampana i drugą połówką? Albo po prostu go nie pamiętasz...
Za to powinieneś sobie przypomnieć Twoje postanowienia noworoczne. Miałeś schudnąć? Rzucić palenie? Zapisać się na kurs francuskiego? Założyć bloga? Znaleźć miłość swojego życia? I ile z tych rzeczy udało Ci się spełnić, hmm?


Właśnie słychać ostatni dzwonek. Rok się jeszcze nie skończył. Jeszcze jest czas, by chociaż kilka z postanowień, a może chociaż jedno(!) udało się zrealizować. Może nie w całości, ale przynajmniej zbliżyć się do nich o krok.
Po co czekać do pierwszego? Po co odkładać to na Nowy Rok? Tylko po to, żeby znowu złożyć sobie obietnicę bez pokrycia?
Czas na zmianę jest teraz. Czas na działanie jest teraz. Nie czekaj do pierwszego. Nie czekaj na noworocznego kaca i półprzytomne spisanie na pierwszej stronie kalendarza kolejnych frazesów, których spełnienia może i byś chciał, ale lenistwo jednak Cię przezwycięża. Nie czekaj, by móc przepisać to co sobie postanowiłeś 11 miesięcy temu, na kolejny rok.
Chciałeś tego? Nadal chcesz? To co Cię powstrzymuje? Cel już masz.
To teraz działaj.
Jak to powiedziała ostatnio pewna bardzo mądra osóbka : nie jutro, tylko dziś.
Dziśzacznij ćwiczyć. Dziśzałóż tego bloga i spisz posty, które chodzą Ci po głowie. Dziś wyciągnij aparat i zrób jakąś spontaniczną sesję. Albo napisz do jakiegoś znajomego, czy zgodziłby się Ci zapozować. Dziś zacznij pisać wymarzony scenariusz. Dziś zaplanuj wymarzoną podróż i zrób plan na zdobycie funduszy. Znajdź dorywczą pracę, sprzedaj nieużywane rzeczy. Dziś zgłoś się do tego projektu w którym tak bardzo chciałbyś wziąć udział. Dziś nagraj w końcu ten filmik, bo przecież chcesz założyć ten kanał na youtubie. Dziś naucz się trzech słówek w języki, którego chcesz się uczyć. Dziś obejrzyj film, do którego zabierasz się od 3 miesięcy. Dziś przeczytaj w końcu tą książkę, która już się kurzy na półce.Dziś zaproponuj tej dziewczynie wspólny wypad na gorącą czekoladę w tej uroczej kawiarni. Dziś rozejrzyj się dookoła i zobacz co dobrego dla innych mógłbyś zrobić. Dziś umów się z tym chłopakiem, który Ci się tak podoba na herbatę. Dziś zrób coś dla siebie. Dziś zrób coś nowego. Dziś bądź Panem Własnego Życia.

Nie jutro, tylko dziś.
Nie pierwszego stycznia. Dziś

Jak tam Twoje postanowienia?

Pamiętasz ostatniego Sylwestra? Może spędziłeś go na pięknym, ośnieżonym stoku razem z rodziną? A może marzłeś na rynku swojego miasta, słuchając polskich gwiazd na żywo? Może przeżyłeś swoją pierwszą wielką domówkę, z masą obcych (ale tylko na początku) osób i taką ilością alkoholu, że nie pamiętasz ani co piłeś, ani ile tego było? A może spędziłeś tę noc pod ciepłym kocem z kieliszkiem szampana i drugą połówką? Albo po prostu go nie pamiętasz...
Za to powinieneś sobie przypomnieć Twoje postanowienia noworoczne. Miałeś schudnąć? Rzucić palenie? Zapisać się na kurs francuskiego? Założyć bloga? Znaleźć miłość swojego życia? I ile z tych rzeczy udało Ci się spełnić, hmm?


Właśnie słychać ostatni dzwonek. Rok się jeszcze nie skończył. Jeszcze jest czas, by chociaż kilka z postanowień, a może chociaż jedno(!) udało się zrealizować. Może nie w całości, ale przynajmniej zbliżyć się do nich o krok.
Po co czekać do pierwszego? Po co odkładać to na Nowy Rok? Tylko po to, żeby znowu złożyć sobie obietnicę bez pokrycia?
Czas na zmianę jest teraz. Czas na działanie jest teraz. Nie czekaj do pierwszego. Nie czekaj na noworocznego kaca i półprzytomne spisanie na pierwszej stronie kalendarza kolejnych frazesów, których spełnienia może i byś chciał, ale lenistwo jednak Cię przezwycięża. Nie czekaj, by móc przepisać to co sobie postanowiłeś 11 miesięcy temu, na kolejny rok.
Chciałeś tego? Nadal chcesz? To co Cię powstrzymuje? Cel już masz.
To teraz działaj.
Jak to powiedziała ostatnio pewna bardzo mądra osóbka : nie jutro, tylko dziś.
Dziś zacznij ćwiczyć. Dziś załóż tego bloga i spisz posty, które chodzą Ci po głowie. Dziś wyciągnij aparat i zrób jakąś spontaniczną sesję. Albo napisz do jakiegoś znajomego, czy zgodziłby się Ci zapozować. Dziś zacznij pisać wymarzony scenariusz. Dziś zaplanuj wymarzoną podróż i zrób plan na zdobycie funduszy. Znajdź dorywczą pracę, sprzedaj nieużywane rzeczy. Dziś zgłoś się do tego projektu w którym tak bardzo chciałbyś wziąć udział. Dziś nagraj w końcu ten filmik, bo przecież chcesz założyć ten kanał na youtubie. Dziś naucz się trzech słówek w języki, którego chcesz się uczyć. Dziś obejrzyj film, do którego zabierasz się od 3 miesięcy. Dziś przeczytaj w końcu tą książkę, która już się kurzy na półce. Dziś zaproponuj tej dziewczynie wspólny wypad na gorącą czekoladę w tej uroczej kawiarni. Dziś rozejrzyj się dookoła i zobacz co dobrego dla innych mógłbyś zrobić. Dziś umów się z tym chłopakiem, który Ci się tak podoba na herbatę. Dziś zrób coś dla siebie. Dziś zrób coś nowego. Dziś bądź Panem Własnego Życia.

Nie jutro, tylko dziś.
Nie pierwszego stycznia. Dziś

wtorek, 2 grudnia 2014

Zakręć rzeczywistością


Niby każdy jest na swój sposób inny, a jednak tyle jednostek odstaje od reszty.
Wystarczy, że patrzysz na świat w trochę inny sposób. Inaczej czujesz, inaczej marzysz. Masz swoją ścieżkę, którą dążysz do czegoś, co czeka na końcu. Często cała ta inność potrafi Cię przytłoczyć. Kiedy ludzie dookoła Ciebie nie rozumieją,, o co Tobie właściwie chodzi. Oni często nawet nie słuchają, żeby choć spróbować zrozumieć. Skoro Ty jesteś inny, to znaczy że z Tobą jest pewnie coś nie tak i powinieneś albo się schować, albo dostosować do reszty.

A potem nagle trafiasz do właściwego azylu. Miejsca gdzie ludzie nadają na tych samych falach i są tak samo „stuknięci” jak Ty. I chociaż nadal każdy jest inny, to wpasowujecie się w siebie jak puzzle jednej układanki. Wymieniacie się energią, motywacją, inspiracją. Dzielicie pomysłami i doświadczeniami. W tym azylu nie musisz wiele mówić, jeśli nie chcesz. Nawet stanie z boku i przyglądanie się pozostałym ludziom, sprawia, że czujesz się po prostu lepiej. Bo widzisz, że wcale nie jesteś sam. Bo jest ktoś, kto Cię słucha i nie ocenia. Kto mówi tak, że możesz słuchać godzinami. Przed kim mimo krótkiego czasu znajomości, możesz otworzyć serce. Ktoś kto pocieszy, poradzi. Pośle życzliwy uśmiech o każdej porze dnia i nocy. Dzieli z Tobą uśmiech, otrze łzy. Ktoś do kogo możesz się po prostu przytulić albo ścisnąć dłoń. I jużjest lepiej.

Każdy jest dziwny na swój sposób. I każdy może znaleźć taką drugą dziwną, bratnią duszę. Albo sześć takich duszy. Czasem nawet sześćdziesiąt.
Takie starcie nie jest łatwe. Można doznać mocnego szoku z którego dojście do siebie zajmie pewnie nie jeden dzień. Będzie dużo śmiechu, aż do bólu brzucha i mięśni twarzy.
Może być wiele łez, których sam byś się po sobie nie spodziewał. Tyle, że aż musisz obiecać, że już więcej nie będziesz. A to trudna do spełnienia obietnica, która stanie się mottem podnoszącym z upadku.

I wtedy będziesz wiedzieć, że jesteś we właściwym miejscu. A w razie wątpliwości masz do kogo się zwrócić.




Tekst mocno ekshibicjonistyczny, ale  wszystkim sześćdziesięciu duszom należą się podziękowania. 
A tym którzy czują się na co dzień  dziwni i inni : nie dajcie się. W końcu znajdziecie swoich ludzi. Nikt nie jest w swoim szaleństwie samotny



Żeby nie było, że tylko płaczę.

Zakręć rzeczywistością


Niby każdy jest na swój sposób inny, a jednak tyle jednostek odstaje od reszty.
Wystarczy, że patrzysz na świat w trochę inny sposób. Inaczej czujesz, inaczej marzysz. Masz swoją ścieżkę, którą dążysz do czegoś, co czeka na końcu. Często cała ta inność potrafi Cię przytłoczyć. Kiedy ludzie dookoła Ciebie nie rozumieją,, o co Tobie właściwie chodzi. Oni często nawet nie słuchają, żeby choć spróbować zrozumieć. Skoro Ty jesteś inny, to znaczy że z Tobą jest pewnie coś nie tak i powinieneś albo się schować, albo dostosować do reszty.

A potem nagle trafiasz do właściwego azylu. Miejsca gdzie ludzie nadają na tych samych falach i są tak samo „stuknięci” jak Ty. I chociaż nadal każdy jest inny, to wpasowujecie się w siebie jak puzzle jednej układanki. Wymieniacie się energią, motywacją, inspiracją. Dzielicie pomysłami i doświadczeniami. W tym azylu nie musisz wiele mówić, jeśli nie chcesz. Nawet stanie z boku i przyglądanie się pozostałym ludziom, sprawia, że czujesz się po prostu lepiej. Bo widzisz, że wcale nie jesteś sam. Bo jest ktoś, kto Cię słucha i nie ocenia. Kto mówi tak, że możesz słuchać godzinami. Przed kim mimo krótkiego czasu znajomości, możesz otworzyć serce. Ktoś kto pocieszy, poradzi. Pośle życzliwy uśmiech o każdej porze dnia i nocy. Dzieli z Tobą uśmiech, otrze łzy. Ktoś do kogo możesz się po prostu przytulić albo ścisnąć dłoń. I jużjest lepiej.

Każdy jest dziwny na swój sposób. I każdy może znaleźć taką drugą dziwną, bratnią duszę. Albo sześć takich duszy. Czasem nawet sześćdziesiąt.
Takie starcie nie jest łatwe. Można doznać mocnego szoku z którego dojście do siebie zajmie pewnie nie jeden dzień. Będzie dużo śmiechu, aż do bólu brzucha i mięśni twarzy.
Może być wiele łez, których sam byś się po sobie nie spodziewał. Tyle, że aż musisz obiecać, że już więcej nie będziesz. A to trudna do spełnienia obietnica, która stanie się mottem podnoszącym z upadku.

I wtedy będziesz wiedzieć, że jesteś we właściwym miejscu. A w razie wątpliwości masz do kogo się zwrócić.




Tekst mocno ekshibicjonistyczny, ale  wszystkim sześćdziesięciu duszom należą się podziękowania. 
A tym którzy czują się na co dzień  dziwni i inni : nie dajcie się. W końcu znajdziecie swoich ludzi. Nikt nie jest w swoim szaleństwie samotny



Żeby nie było, że tylko płaczę.

czwartek, 27 listopada 2014

Historia jednej rozmowy

Chłodne sobotnie popołudnie. Wybiegam z mieszkania w pośpiechu. Jak zwykle wydawało mi się, że jeszcze mam tyle czasu, a potem w ostatnim momencie próbowałam jedną ręką malować rzeczy, a drugą ogarniać włosy. Lecę na przystanek. Zawsze wydawało mi się, że jest jakoś bliżej. Trzęsą mi się ręce, trzęsą mi się nogi. Rozmawiam przez telefon z Olly i gadam od rzeczy, żeby chociaż trochę się uspokoić. W ostatnim momencie wpadam do autobusu. I uświadamiam sobie, że przecież miałam spiąć włosy, żeby nimi nie trzepać z nerwów. Taki tik.

Nie mogłabym załatwić ważnej rzeczy bez przygód. Nie może obyć się bez problemów zdrowotnych, komunikacyjnych, ubraniowych, czy jakichkolwiek innych. Zawsze coś jest nie tak. Inaczej by się nie liczyło. Gdybym na rozmowę dotarła, nie gubiąc się przy tym dwa razy, to by się nie liczyło. Gdybym pytając o drogę, nie pomyliła Psychologii z Pedagogiką (i przy okazji prawie nie dostała zawału na wieść, że Szkoła, której 'szukam' jest na w innej części miasta) to nie byłabym najwyraźniej sobą. Ale grunt to się nie poddawać, pomimo przeciwności losu.
Kiedyś opowiadałam Wam o niepewnej siebie dziewczynce, której strefa komfortu ograniczała się do grona przyjaciół i własnego pokoju. Dzisiaj ta sama dziewczynka, pomimo złego samopoczucia i błądzenia po obcej dzielnicy, poszła przekonać dwie kobiety, że jest odpowiednią osobą na to miejsce. Zostawiła trzęsące się ręce i nogi za szklanymi drzwiami. Pewnie uścisnęła dłonie obcych osób (chociaż nadal ma problem z zapamiętywaniem imion). Usiadła naprzeciwko, uśmiechnęła się pogodnie, wzięła głęboki oddech. Odpowiadała płynnie na wszystkie pytania. Nie miała gotowej właściwie żadnej odpowiedzi. Pełne skupienie, a słowa same płynęły. Anegdotki, uśmiech, szczerość, kontakt wzrokowy. Kontrola nad własnym ciałem. Niedotykanie włosów. I wychodząc wiedziała, że dała z siebie wszystko. I bez względu na wynik, była z siebie dumna.


Nie można się poddać, nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i ziemi są są przeciwko Tobie. Im więcej wysiłku Cię to kosztuje, tym satysfakcja będzie większa. Bo wiesz, że zasłużyłeś. Bo wiesz, że przezwyciężyłeś słabości i dałeś z siebie wszystko. Czasami trzeba sprawdzić samego siebie. Czasami świat spróbuje nas sprawdzić. Kiedy coś przychodzi zbyt lekko, zbyt łatwo to często tego nie doceniamy. Często wydaje się, że to wcale nie było warte żadnej walki.

Kiedy musisz się naharować czy psychicznie, czy fizycznie, żeby zdobyć to na czym Ci zależy, doceniasz to podwójnie. Nawet jeśli nie wygrasz, to już jesteś zwycięzcą. Pokonałeś samego siebie.


Kiedy Wy czytacie tego posta, ja jestem na wyjeździe, który jest wynikiem tej rozmowy ;) 

Historia jednej rozmowy

Chłodne sobotnie popołudnie. Wybiegam z mieszkania w pośpiechu. Jak zwykle wydawało mi się, że jeszcze mam tyle czasu, a potem w ostatnim momencie próbowałam jedną ręką malować rzeczy, a drugą ogarniać włosy. Lecę na przystanek. Zawsze wydawało mi się, że jest jakoś bliżej. Trzęsą mi się ręce, trzęsą mi się nogi. Rozmawiam przez telefon z Olly i gadam od rzeczy, żeby chociaż trochę się uspokoić. W ostatnim momencie wpadam do autobusu. I uświadamiam sobie, że przecież miałam spiąć włosy, żeby nimi nie trzepać z nerwów. Taki tik.

Nie mogłabym załatwić ważnej rzeczy bez przygód. Nie może obyć się bez problemów zdrowotnych, komunikacyjnych, ubraniowych, czy jakichkolwiek innych. Zawsze coś jest nie tak. Inaczej by się nie liczyło. Gdybym na rozmowę dotarła, nie gubiąc się przy tym dwa razy, to by się nie liczyło. Gdybym pytając o drogę, nie pomyliła Psychologii z Pedagogiką (i przy okazji prawie nie dostała zawału na wieść, że Szkoła, której 'szukam' jest na w innej części miasta) to nie byłabym najwyraźniej sobą. Ale grunt to się nie poddawać, pomimo przeciwności losu.
Kiedyś opowiadałam Wam o niepewnej siebie dziewczynce, której strefa komfortu ograniczała się do grona przyjaciół i własnego pokoju. Dzisiaj ta sama dziewczynka, pomimo złego samopoczucia i błądzenia po obcej dzielnicy, poszła przekonać dwie kobiety, że jest odpowiednią osobą na to miejsce. Zostawiła trzęsące się ręce i nogi za szklanymi drzwiami. Pewnie uścisnęła dłonie obcych osób (chociaż nadal ma problem z zapamiętywaniem imion). Usiadła naprzeciwko, uśmiechnęła się pogodnie, wzięła głęboki oddech. Odpowiadała płynnie na wszystkie pytania. Nie miała gotowej właściwie żadnej odpowiedzi. Pełne skupienie, a słowa same płynęły. Anegdotki, uśmiech, szczerość, kontakt wzrokowy. Kontrola nad własnym ciałem. Niedotykanie włosów. I wychodząc wiedziała, że dała z siebie wszystko. I bez względu na wynik, była z siebie dumna.


Nie można się poddać, nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i ziemi są są przeciwko Tobie. Im więcej wysiłku Cię to kosztuje, tym satysfakcja będzie większa. Bo wiesz, że zasłużyłeś. Bo wiesz, że przezwyciężyłeś słabości i dałeś z siebie wszystko. Czasami trzeba sprawdzić samego siebie. Czasami świat spróbuje nas sprawdzić. Kiedy coś przychodzi zbyt lekko, zbyt łatwo to często tego nie doceniamy. Często wydaje się, że to wcale nie było warte żadnej walki.

Kiedy musisz się naharować czy psychicznie, czy fizycznie, żeby zdobyć to na czym Ci zależy, doceniasz to podwójnie. Nawet jeśli nie wygrasz, to już jesteś zwycięzcą. Pokonałeś samego siebie.


Kiedy Wy czytacie tego posta, ja jestem na wyjeździe, który jest wynikiem tej rozmowy ;)